środa, 16 maja 2012

Rozdział VII



Rozdział 7







 Kim on jest? - Pomyślałam. Nieznajomy ściągnął z głowy kaptur, zza którego wyłoniły się jasne blond włosy. 
- Cześć. Przepraszam, że Ci przeszkadzam. Wczoraj zostawiłaś w naszym aucie swoją torebkę i ja... No , przyniosłem Ci ją. - Powiedział.
To był on. Ten sam przez którego nie mogłam zasnąć w nocy. Przez którego nie mogę teraz chodzić.  Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Chłopak ściągnął okulary. Niepewnie spojrzałam w jego oczy. Były niesamowicie niebieskie. Nieświadomie stanęłam na prawej stopie.
- Ała. - Jęknęłam po czym odruchowo zmieniłam nogę. 
- Strasznie Cię przepraszam po raz kolejny. Nie chciałem zrobić Ci krzywdy. - Chłopak spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. 
- Yhm , jasne. Dzięki, że przyniosłeś mi torebkę. Już myślałam, że jej nie odzyskam. - Chłopak podał mi do ręki moją własność, a ja wyciągnęłam po nią rękę. Zajrzałam do środka z nadzieją, że wszystkie rzeczy były na swoim miejscu. Na szczęście były. Telefon, portfel, małe lusterko i błyszczyk.  
- Spoko. - Chłopak uśmiechnął się do mnie niepewnie. - A jak noga? 
- Yhm, no nie za dobrze. - Wyjąkałam. 
Chłopak stał na przeciwko mnie z tajemniczym wyrazem twarzy. Nie odzywał się. Z resztą ja też nie wiedziałam co powiedzieć. Po chwili jednak przerwałam niezręczną ciszę. 
- To może wejdziesz? 
Boże, co ja robię? Jak mogę wpuścić do mieszkania zupełnie obcą mi osobę. Przecież ja nie znam tego kolesia. Jednak to zrobiłam, nie wiedzieć dlaczego.
- Dzięki. 
Chłopak wszedł do środka , a ja zamknęłam za nim drzwi. Wskazałam dłonią na salon po czym oboje przeszliśmy do niego. Odłożyłam torebkę na kanapę i usiadłam na niej. Nieznajomy zrobił to samo. 
- Nie wiem czy jeszcze pamiętasz jak mam na imię. Tak dla przypomnienia... Niall. - Wyciągną ku mnie swoją dłoń, a ja uścisnęłam ją. Właśnie miałam przedstawić mu się po raz drugi, jednak Niall wyprzedził mnie. - Olivia. Miło mi po raz kolejny. 
Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Wczorajszej nocy nie miałam okazji się mu przyjrzeć. To, że był blondynem zauważyłam. Jednak jego niebieskich oczu nie... Były śliczne. Niall spoglądał teraz prosto w moje. Poczułam jak zalewa mnie fala gorąca. Na policzkach kolegi pojawiły się delikatnie różowe rumieńce. 
- Wczorajszy dzień był ... dziwny. - Niall zaczął w końcu. 
- No tak. W ogóle nie spodziewałam się, że może mi się przydarzyć coś równie podobnego. Pierwszy dzień w Londynie... - Przerwałam i nabrałam powietrza.
- Czyli od wczoraj tutaj mieszkasz? 
- No tak. Przyleciałam tutaj na wakacje. 
- Sama czy z rodzicami? 
- Sama. Właściwie to jest taki krótki odpoczynek od rodziny. Praktycznie nie znam tutaj nikogo. Choć jest tutaj Anie, córka koleżanki mojego ojca. Jednak nie znam jej za dobrze. - Spojrzałam na Niallera. 
- Teraz znasz już i mnie. - Chłopak uśmiechnął się do mnie. - O ile się nie mylę, to nie zdążyłaś jeszcze pozwiedzać miasta, co? 
- Tak. I chyba za szybko tego nie zrobię. - Ruchem ręki wskazałam na kostkę. 
Chłopak spuścił głowę. Wiedziałam, że jest mu przykro z powodu tego wypadku.
- Przepraszam Cię, naprawdę.
- Dobra, jasne. Zostawmy już to. - Machnęłam ręką i uśmiechnęłam się do chłopaka po czym on odwdzięczył się tym samym. 
- Skąd jesteś? - Zapytał.
Opowiedziałam mu co nieco o sobie. Nie byłam jednak pewna, czy mogę mu zaufać. Nie jestem osobą, która zwierza się dopiero co poznanym ludziom. Szczerze, to nie rozmawiam z nikim na tematy związane z moim życiem. Jestem zamkniętą w sobie dziewczyną. Jak na razie wystarczało mi to, że mam siebie. Gdy skończyłam mówić o sobie, Niall zabrał głos. Dowiedziałam się, że mieszkał w Irlandii. Teraz bardzo tęskni za swoim rodzinnym miastem i za rodziną. Chłopaki z zespołu są dla niego jak bracia. Mówił dużo o karierze One Direction. Stopniowo przechodził do coraz prywatniejszych spraw.
- Czasami mam dość tego, że nie mogę wyjść normalnie na ulicę nie chowając się pod kapturem czy ciemnymi okularami. Nie mam za dużo prywatności. Zresztą chłopaki mają tak samo. [...]
Wow. Byłam pełna podziwu. Myślałam, że skoro jest wielką gwiazdą musi mu się to podobać. Jednak było całkiem inaczej... Rozmawialiśmy jeszcze sporo czasu. Godzinę, może więcej. W pewnym momencie usłyszałam pewną piosenkę. To był telefon Nialla. Wyjął z kieszeni i'Phona i spojrzał na migający wyświetlacz. 
- Przepraszam na chwilę. - Chłopak wstał z kanapy i podszedł do okna. Odebrał telefon. - Co jest? Tak... Nie... Kurde, stary zapomniałem. Spokojnie. Zaraz będę. Nie wkurzaj się tak. Cześć. 
Niall włożył komórkę do kieszeni. Na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Spojrzał na zegarek, który miał na nadgarstku. Zaklną coś pod nosem i spojrzał na mnie.
- Całkiem zapomniałem. Mieliśmy dzisiaj z chłopakami umówione spotkanie z Caroline Flack. Jestem nieźle spóźniony... - Chłopak powoli skierował się ku wyjściu. Chciałam wstać z kanapy, lecz on ruchem ręki nakazał bym tego nie robiła. - Muszę lecieć. Miło było Cię poznać, Olivia. Nie miałabyś nic przeciwko gdybym jutro też Cię odwiedził? 
- Yhm, nie. Wpadnij jeżeli masz ochotę. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Dzięki. Do zobaczenia. - Niall wyszedł z mojego mieszkania. 
Podeszłam do okna i wyjrzałam zza firanki. Zauważyłam jak chłopak z powrotem zakłada na głowę kaptur a na nos wsuwa okulary. Wróciłam na kanapę i sięgnęłam po torebkę. Wyjęłam z niej telefon. Odblokowałam klawiaturę, a na ekranie wyświetlił się napis " 10 nieodebranych połączeń" i "2 nieodebrane wiadomości". Mama dzwoniła do mnie 7 razy i napisała krótką wiadomość : "Zadzwoń jak tylko będziesz mogła". 3 kolejne połączenia były od Viki. Kolejna wiadomość natomiast od Anie. Napisała, że wpadnie dzisiaj do mnie około 19. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 16:30. Postanowiłam więc, że zadzwonię do mamy. Ucieszyła się bardzo, gdy usłyszała w słuchawce mój głos. Przez całe 30 minut rozmowy z nią nie wspomniałam nic o wczorajszej nocy. O tym, że mam zwichniętą kostkę. O tym, że poznałam pewnego chłopaka... Nic, a nic. Po co ma się martwić niepotrzebnie. 
Gdy zakończyłyśmy rozmowę wzięłam się za przygotowanie jakiegoś jedzenia. Zgłodniałam strasznie. Podczas szykowania kanapek myślałam o dzisiejszej rozmowie z Niallerem. Dużo mi o sobie opowiedział. Ja jednak nie podzieliłam się z nim żadnymi informacjami z mojego życia prywatnego. Nie umiałam mu o niczym opowiedzieć. Jak już mówiłam, nie jestem osobą otwartą.  
Gdy zjadłam kanapki postanowiłam wziąć długą kąpiel. Nalałam wody do wanny po czym zanurzyłam się w niej po szyję. W tedy też nie mogłam przestać myśleć o tym chłopaku. Z jednej strony byłam na niego w pewnym stopniu zła, ponieważ to przez niego nie mogę sprawie chodzić. Lecz z drugiej wydawał mi się być taki... Dobry. W sensie... No właśnie, w jakim sensie? Coś mnie do niego przyciągało. Chciałam poznawać go coraz bardziej. Nie odrzucałam jednak od siebie i takiej myśli, że to wszystko może się niedługo skończy. Że po prostu Niall chciał być miły i tyle. Westchnęłam głośno.
Po kąpieli owinęłam się ręcznikiem i weszłam do swojego pokoju. W jego rogu leżały torby z zakupami. To były rzeczy kupione z wczoraj. Wyciągnęłam je z wielkich toreb i przejrzałam. Postanowiłam, że założę je. Ubrałam spodenki z motywem flagi USA, kolorową koszulkę i dżinsową kurtkę. Spojrzałam kątem oka na zegarek. Była godzina 17:57. Wyjrzałam przez okno. Pogoda była świetna. Słońce świeciło, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Doczołgałam się do drzwi od mieszkania i wyszłam na dwór. Od razu poczułam na gołych nogach powiew ciepłego, letniego, i na dodatek Londyńskiego wiatru. Zeszłam powoli po schodach i usiadłam na ostatnim stopniu. Zaczęłam przyglądać się sąsiednim mieszkaniom. Było cicho, co jakiś czas przejeżdżał samochód. Chciałabym gdzieś wyjść... Pójść przed siebie. Nie mieć ograniczeń , poznawać miejsca, w których nigdy nie byłam... Gdyby nie ta cholerna zwichnięta kostka. Westchnęłam głośno i oparłam głowę na rękach. 




wtorek, 15 maja 2012

Rozdział VI

Rozdział 6





Z perspektywy Olivii :




W ciągu tych 5 godzin, których przespałam budziłam się wiele razy. Chociażby z powodu bolącej kostki. Jeju, ból był straszny. Raz już kiedyś miałam podobną sytuację, tyle że zwichnęłam sobie rękę. Nic przyjemnego, serio. Wstałam około godziny 8 rano.  Usiadłam na brzegu łóżka i przetarłam dłońmi zmęczone oczy. W ogóle się nie wyspałam. Może Londyn nie jest dla mnie? A tak w ogóle to nie wiem co mam myśleć o tej całej wczorajszej akcji. Na dodatek zgubiłam telefon. A jeżeli mama dzwoniła? Albo Anie? Kurde, wszystko przez tych idiotów. Kim oni tak na prawdę są? Położyłam lewą stopę na podłodze po czym delikatnie opuściłam też i tą bolącą. Wstałam  i zrobiłam krok w przód.
- Ałć. - Jęknęłam.
Jednak nie dam rady jeszcze chodzić na obu nogach. Skrzywiłam się na samą myśl o tym, że przez kolejne 2 lub 3 tygodnie będę siedziała bezczynnie w tak pięknym mieście. Jestem tutaj dopiero 2 dzień, a sam pech mnie spotyka. Wyciągnęłam z szafy niebieskie rurki, białą koszulkę z nadrukowanym wielkim różowym sercem i świeżą bieliznę. Kątem oka spojrzałam na godzinę. Dochodziła 9:00. Pokuśtykałam do łazienki i odbyłam poranną toaletę. Wyciągnęłam z szafki nad zlewem kosmetyczkę i umalowałam się delikatnie. Przeczesałam dłonią włosy i puściłam je wolno na ramiona. Skacząc na lewej nodze dotarłam do kuchni. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem po czym położyłam miskę na stole w salonie. Po drodze zabrałam ze sobą mojego laptopa. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Właśnie leciał film "Keith", strasznie go lubiłam. Zostawiłam więc na tym programie. Położyłam sobie laptopa na kolana i włączyłam wyszukiwarkę Google. Na samym początku przeglądałam swoje profile na Facebooku i Twitterze. Miałam wiele wiadomości od znajomych, którzy pytali się jak jest w Londynie. Nie miałam ochoty na odpisywanie im, zostawiłam to na później. Przypomniałam sobie o wczorajszym dniu. O tych chłopakach... Yhm, jak oni mieli...? One ... Coś tam... Włączyłam z powrotem Google i wpisałam " One... ". Pod spodem ukazało się 6 propozycji. One night in Ibiza, One piece, One Tree Hill... Przesuwałam myszką po ekranie. One Direction. Jest! Wcisnęłam klawisz Enter. Pokazało się wiele informacji na temat tego zespołu. Włączyłam pierwszą stronę. Poczytałam co nieco o nim.
One Direction - Brytyjsko-irlandzki boysband. W jego skład wchodzą Harry Styles, Niall Horan, Louis Tomlinson, Liam Payne i Zayn Mailk. W VII brytyjskiej edycji programu XFactor zajęli trzecie miejsce.
Bla, bla, bla.... Czytałam dalej. Dowiedziałam się, że po udziale w XFactor podpisali kontrakt z wytwórnią Syco Music. W 2011 roku wydali swój debiutancki singiel "What Makes You Beautiful". Ich płyty zostały bardzo szybko wyprzedane. Na innych stronach były wypowiedzi fanek zespołu. Wszystkie pisały jak to ich bardzo kochają, że są wspaniałymi chłopakami. Kłóciły się, który według nich jest najprzystojniejszy.
Byłam bardzo ciekawa jaką muzykę tworzą. Hmm, może ich już kiedyś słyszałam tylko nie wiedziałam nawet, że to byli oni. Włączyłam Youtube i wpisałam " One Direction - What makes you beautiful". Wcisnęłam Play. Usłyszałam dobrze znaną mi melodię. Poczekałam do refrenu. Gdy usłyszałam jego treść od razu podskoczyłam w miejscu. To jest przecież ta piosenka, którą słyszałam w radiu gdy jechałam z rodzicami na lotnisko. Ta sama, którą usłyszałam po raz kolejny w taksówce wiozącej mnie do mojego nowego mieszkania. Wow, niesamowite.
Przez jeszcze jakiś czas słuchałam ich piosenek i czytałam różne informacje na temat One Direction. Przeglądałam ich zdjęcia i próbowałam sobie przypomnieć tego, przez którego moja kostka nie była sprawna. To nie było trudne, gdyż jako jedyny miał blond włosy. Niall Horan - dziewiętnastoletni Irlandczyk, chłopak, który (jak sam twierdzi) mógłby się ożenić z jedzeniem gdyby było to dozwolone;  jako jedyny z zespołu potrafi grać na gitarze. Hmmm, a ten chłopak w lokach to... Harry Styles - osiemnastoletni chłopak który uwielbia chodzić nago. Acha? Zrobiłam dziwny wyraz twarzy. Jasne, jak kto woli. Przeczytałam jeszcze informacje dotyczące pozostałych chłopaków. Zayna, Liama i Louisa. Westchnęłam głośno. To byli ci sami chłopacy, których wczoraj spotkałam? To są wielkie gwiazdy. Niesamowite jest to wszystko, takie... Szalone.
Odłożyłam laptopa na bok i zjadłam zimne płatki. Usiadłam wygodnie na kanapie i zaczęłam przyglądać się swojej kostce. Nie wyglądała ciekawie. Spuchnięta i sina. Nic przyjemnego. Wstałam i powoli doczołgałam się do kuchni niosąc w ręku miskę po płatkach. Umyłam ją i włożyłam do szafy. Poszłam od łazienki i umyłam zęby. Wróciłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku spoglądając przez okno. Ciekawe co robi teraz mama? Pewnie się o mnie martwi. A co jeżeli próbowała się do mnie dodzwonić? Na pewno to robiła. Boże...
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pewnie Anie przyszła. Może i ona też próbowała się ze mną skontaktować. Wstałam  z łóżka i skierowałam się powoli ku drzwiom. Kostka nadal bolała. Stanęłam na lewej nodze trzymając prawą delikatnie w górze. Nacisnęłam klamkę i otwarłam drzwi. Moim oczom ukazała się czyjaś postać. To był chłopak. Miał na sobie jasne spodnie i fioletową bluzę, a na głowie narzucony od niej kaptur. Na nosie leżały ciemne przeciwsłoneczne okulary.
- Ehm, tak? - Odezwałam się.

poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział V


Rozdział 5






Z perspektywy Nialla :




Wczorajsza akcja mnie wykończyła. Gdy wróciliśmy z chłopakami do hotelowego mieszkania było coś około 1:00 w nocy. Louis wysadził nas przed budynkiem po czym odjechał zaparkować wóz. Razem z Liamem, Harrym i Zaynem weszliśmy do mieszkania. Pierwsze co zrobiłem, to zajżałem do lodówki. Wyciągnąłem z niej wczorajszą pizze. Postanowiłem, że zjem ją na zimno. Byłem strasznie zmęczony i nie miałem sił odgrzewać jej na nowo. Wsadziłem jeden kawałek do ust i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie obok Liama, który rozwalił się na niej tak, że prawie nie starczyło dla mnie miejsca. Zayn był w łazience. Brał prysznic. Niezależnie od pory dnia i nocy, Zayn musiał wyglądać idealnie. Chociażby dla samego siebie. Oparłem głowę o kanapę i kątem oka spojrzałem na Harrego. Siedział pół przytomny w swoim ulubionym fotelu w kształcie wielkiej piłki. Włączyłem telewizor na kanał MTV. Właśnie leciała piosenka Jasona Mraza - i'm yours. Przgłośniłem dźwięk i zacząłem śpiewać na cały dom. 
- Ej, idoto. Uspokój się! - Zobaczyłem wkurzoną twarz Harrego. Liam chyba zasnął, bo nawet nie zareagował na krzyk kolegi.
Nie zwracając mniejszej uwagi na Harrego, przygłośniłem dźwięk na maxa. 
- Niall, ścisz! 
- Spadaj! - Krzyknąłem w jego stronę i uśmiechnąłem się zadziornie.
Harry wstał z miejsca i stanął nade mną. Jedną ręką złapał mnie za koszule, na co ja kopnąłem go w krocze. Momentalnie złapał się w to miejsce i krzyknął z bólu. Wybuchnąłem głośnym śmiechem. 
- Ej, co wy robicie? - Odezwał się Liam.
- Ooo, śpiąca królewna się obódziła. - Z łazienki wyszedł Zayn. - Ścisz to jełopie. Jest pierwsza w nocy. Ludzie na dole śpią. 
Pokręciłem głową z irytacją i ściszyłem telewizor. Zayn usiadł na brzegu kanapy i patrzył prosto na Harrego, który leżał skulony w fotelu. 
- A temu co? - Odezwał się.
- E tam. Ma nauczkę. - Wzruszyłem ramionami. - A wy sobie zapamiętajcie na przyszłość. Nie zadzierajcie nigdy z Niallerem. - Uśmiechnąłem się dumnie po czym wyciągnałem rękę po kolejny kawałek pizzy. 
- Jasne, jasne. - Powiedział Liam. - Harry, kotku, nic ci nie jest? - Liam wstał z kanapy i usiadł na Harrym.
- Złaź ze mnie! Rękę mi złamiesz baranie. - Krzyczał Harry.
Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi. Wszystcy spojrzeli po sobie, po czym skierowali wzrok na wejśćie do mieszkania. Zza drzwi wyłonił się uradowany Lou, który na swoim lewym ramieniu miał zawieszoną kobiecą torebkę. Wszedł do środka. Wolnymi i zmysłowymi krokami szedł przez długi korytarz. Na samym jego końcu walną poze a'la modelka z okładki jakiegoś pornosa. Wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać. Zayn nie mógł powstrzymać się od napadu śmiechu i spadł z kanapy. Natomiast Harry zapomniał o bólu i razem z Liamem tarzał się po podłodze.  Wyciągnąłem z kieszeni swojego i'Phona i zrobiłem parę zdjęć Louisowi. Gdy się uspokoiliśmy usiedliśmy wszyscy na jednej kanapie. 
- Louis, skąd masz tą torebkę? - Odezwał się Zayn, który właśnie obracał ją w rękach. 
- Leżała w aucie. - Odpowiedział.
- Ej, ta torebka jest tej dziewczyny. - Powiedziałem i spojrzałem na chłopaków.
- Haha, zobaczmy co ona tam ma... - Zayn otworzył małą torebkę i zajrzał do środka. Włożył do niej rękę i wyciągną ze środka małe lustereczko. Pierwsze co zrobił to przejżał się w nim, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Następną rzeczą był błyszczyk do ust. Louis wyrwał go Zaynowi z ręki i posmarował sobie nim usta. Zbliżył się do Harrego robiąc z ust dziubek. Przyjaciel odepchnął go od siebie mówiąc " Zostawmy to na później" i póścił mu lewe oczko. 
- Ej, patrzcie co mam. - Zayn uśmiechał się od ucha do ucha trzymając w prawej dłoni telefon. Zaczął w nim grzebać. Wyrwałem mu komórkę z ręki.
- Hej, nie możecie. To nie nasza własność. - Spojrzałem na chłopaków, którzy wlepiali we mnie swoje gały. - No co? A wy chcielibyście, żeby ktoś grzebał wam w waszych telefonach? No nie sądzę. 
- Spokojnie, stary. Zjedz Snickersa. - Powiedział Harry. - Przecież ona i tak się nie dowie. 
Ja jednak zaprzeczyłem. Schowałem wszystkie rzeczy spowrotem do torebki po czym odłorzyłem ją na wieszak.
- Jutro będziemy musieli jej to oddać. 
- Co ty, nie ma opcji. Jutro mamy wywiad z Carolne Flack na temat naszej trasy po USA, zapomniałeś? - Powiedział Liam.
Eh, no rzeczywiście. Ale wywiad był umówiony dopiero na 14:30. Wiedziałem jednak, że dla niektórcyh i tak będzie za mało czasu na przygotowanie się. Zayn... Westchnąłem głośno. 
- Okej. Skoro wy nie chcecie, to ja to zrobię. - Powiedziałem stanowczo kierując się w stronę łazienki.
- Uuu, podoba Ci się nieznajoma nie? - Chłopaki zaczęli swoją gadkę. 
- Spadajcie. W końcu to nasza wina, że znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji.
- Chciałeś chyba powiedzieć , w końcu to moja wina. - Harry mierzył mnie wzrokiem. 
Posłałem mu tylko mordercze spojrzenie i wszedłem do łazienki. Odświeżyłem się, a gdy z niej wyszedłem dochodziła godzina 2:00. Liam i Zayn leżeli już w swoich łóżkach. Louis leżał rozwalony na kanapie, chyba też już zasną. Harry oglądał telewizję. Wszedłem do swojego pokoju i położyłem się do łóżka. Wiedziałem, że muszę jutro wcześnie wstać, by zdążyć zawieść nieznajomej jej własnoś nie spóźniając się przy tym na wywiad z Caroline. Ustawiłem więc budzik na 9:00. Zasnąłem już po 5 minutach. 






niedziela, 13 maja 2012

Rozdział IV

Rozdział 4




- Ej, chłopaki. Może byście się przedstawili nowej koleżance? - Niall klepnął siedzącego obok niego chłopaka o ciemnej karnacji. Wyglądał przez chwilę na zdezorientowanego, lecz po chwili wyciągnął ku mnie swoją dłoń.
- Zayn. - Przedstawił się.
- Yhm, Olivia. - Uścisnęłam jego dłoń.
- Harry. - Chłopak siedzący na miejscu pasażera odwrócił się do mnie i kiwnął głową. 
- Liam. - Odezwał się chłopak po lewej Zayna.
- Louis, miło mi. - Kierowca oderwał ręce od kierownicy i uścisnął moją rękę.
- Ej, idioto. Uważaj jak jedziesz. - Krzyknął Harry, który momentalnie złapał kierownice i wyrównał tor jazdy.
- Przecież uważam. - Powiedział Louis i wyprostował się. 
- Harry ma rację. Nie chcę ulec uszkodzeniu mojej twarzy, więc patrz jak jedziesz. - Zayn wypowiedział te słowa z wielką powagą. Wszyscy spojrzeli na niego równo, oprócz Louisa, który nie ryzykował kolejną kłótnią i opiniami na temat jego jazdy. - No co? - Zapytał chłopak i przewrócił oczyma. 
- To cały Zayn. - Chłopaki zaczęli się śmiać. 
Czułam się między nimi taka malutka. Nie znałam żadnego z nich. W ogóle co to miało znaczyć z tymi fankami? Kim oni są?
- Możecie mi powiedzieć, kim wy tak na serio jesteście? - Zaczęłam niepewnie.
- Hmm, w jakim sensie? - Niall spojrzał na mnie. Nadal nie widziałam dokładnie jego twarzy. 
- No co to miało znaczyć? Te wszystkie dziewczyny , które za wami biegły. One są...
- To były fanki. - Dokończył Liam. - Na serio nie wiesz kim jesteśmy? 
- No nie. Może trochę jaśniej? 
- Nie wiem czy słyszałaś o takim zespole jak One Direction? - Zaczął Niall.
- Hmm , coś słyszałam. Ale... To wy jesteście... Wy , ten... no. Jesteście One Direction? - Przymrużyłam oczy i starałam sobie przypomnieć zespół o tej nazwie. 
- Tak. Zajęliśmy 3 miejsce w XFactor, a teraz zrobiliśmy wielką karierę.
- Wow. Ale naprawdę nie wiedziałam, że to wy. Nie skojarzyłam nawet.
- Jasne. W sumie to nawet lepiej. Przynajmniej nie zamęczasz nas różnymi dziwnymi pytaniami w stylu  " zamieszkasz ze mną na farmie? będziemy razem hodować marchewki". - Powiedział Louis i wszyscy zaczęli się śmiać. 
- Louis jest wielbicielem marchewek. - Powiedział Harry i klepną przyjaciela w ramie. 
Przez 10 minut chłopaki rozmawiali między sobą. Niekiedy zadawali mi jakieś pytanie. W końcu dojechaliśmy do szpitala. Louis zaparkował przy wejściu po czym chłopcy wyszli z auta. Dotknęłam dłonią prawej kostki. Ałć, ból wciąż pozostał. Skrzywiłam się. Niall wyszedł z samochodu, przeszedł go dookoła i otworzył mi drzwi. Widząc na mojej twarzy grymas zapytał :
- Dasz radę iść?
- Tak, jasne... - Obróciłam się na fotelu i stanęłam na lewej nodze. Powoli postawiłam i prawą. Gdy próbowałam zrobić krok w przód poczułam ból przebiegający po całej nodze. Ponownie wykrzywiłam usta. - Albo i nie dam rady.
- Okej. Dasz się wziąć na ręce? Tylko bez bicia. - Zaśmiał się chłopak. Widocznie przypomniał sobie jak to nie pozwoliłam mu wziąć się na ręce.  
Po godzinie przebywania w szpitalu chłopaki zawieźli mnie do domu. Lekarz uznał, że jest to skręcenie kostki w małym stopniu. Za tydzień lub dwa powinnam już normalnie funkcjonować. Louis podwiózł nas pod samo mieszkanie. 
- Boże, to był okropny dzień. - Westchnęłam i otworzyłam drzwi auta.
- Poczekaj, pomogę Ci. - Zaoferował Harry i wysiał z samochodu. Stanął nade mną i podał mi rękę. Chwyciłam ją i stanęłam na nogach. Prawą miałam delikatnie w górze. 
- Dzięki. - Opuściłam głowę i w tym momencie zalała mnie fala gorąca. 
- Hej, Olivia. Zostały tutaj twoje zakupy. Pomożemy Ci je wnieść. - Zayn i Liam wyciągnęli z bagażnika wszystkie moje torby i wnieśli je do środka. Niall pomógł Harremu zaprowadzić mnie do mieszkania. Stanęłam na progu a wszyscy chłopcy stanęli na przeciw mnie w równym rzędzie. 
- Jeszcze raz przepraszam za tą całą sytuację. - Zaczął Niall.
- No Niall , wszystko przez ciebie. - Powiedział Zayn.
- Dzięki. - Blondyn dał mu niezłego kuksańca w bok.
- To my już spadamy. Gdy Niall jest głodny to robi się niebezpieczny. - Powiedział Louis.
- Miło było Cię poznać. - Harry posłał mi szczery uśmiech.
- Tak. Mi również było miło. Choć może ten dzień nie był zbyt udany. Pierwszy dzień w Londynie i już takie rzeczy się dzieją... - Przewróciłam oczami. - Dzięki, że mi pomogliście. 
- Nie ma sprawy. - powiedzieli wszyscy równo. 
- To my już lecimy. Na razie. Trzymaj się. - Chłopcy odwrócili się na pięcie i wrócili do auta. Po drodze szturchali się nawzajem. 
Jakaś chora sytuacja normalnie.
Wolnym krokiem, tak aby uważać na kostkę, przeszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy swoją ulubioną różową piżamę i udałam się do łazienki. Nalałam do wanny ciepłej wody i przez godzinę brałam kąpiel. Związałam włosy w kucyk i weszłam do kuchni. Strasznie zgłodniałam przez ten dzień. Wyciągnęłam z lodówki mleko i zrobiłam sobie płatki. Z miską weszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Włączyłam tv. Spojrzałam kontem oka na zegarek. O mój Boże. Była już 00:27. No nieźle... 
Pół godziny oglądałam jakiś film z którego nic nie zrozumiałam. Postanowiłam położyć się spać. Poszłam do swojego pokoju, zgasiłam wszystkie światła i ułożyłam się na łóżku. Hmm, ciekawe czy mama dzwoniła, pomyślałam. Usiadłam na brzegu materaca i przez moment zastanawiałam się gdzie położyłam telefon. 
- Ja pierdole... Zostawiłam torebkę w aucie tych świrów. - Złapałam się za głowę.
Pomyślałam, że pewnie już nie odzyskam swojej własności. Położyłam się z powrotem do łóżka. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam zasnąć. Dopiero o 3 rano jakoś mi się to udało.

Rozdział III

Rozdział 3




Po rozpakowaniu walizek włożyłam wszystkie ubrania do szafy. W łazience znalazły się moje kosmetyki i inne potrzebne rzeczy. Schowałam bagaże za moje nowe łóżko po czym podeszłam do okna i otworzyłam je szeroko. Powiew świeżego wiatru muskał moje zarumienione policzka. Ach, Londyn. Serio jest piękny. Już nie mogę się doczekać aż zobaczę resztę miasta. Oparłam łokcie o parapet i wysunęłam głowę przez okno. Był środek południa. Na spokojnej ulicy bawiły się dzieci sąsiadów. Westchnęłam rozmarzona i odsunęłam się od okna pozostawiając je otwarte. Usiadłam na brzegu łóżka i postanowiłam zadzwonić do rodziców. Miałam zrobić to od razu po wylądowaniu, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Wzięłam telefon do ręki i wybrałam dobrze znany mi numer. Po trzech sygnałach odezwał się głos mamy.
- Hej córeczko, jak się czujesz ? 
- Cześć. Mamo, tu jest cudownie. Mam nawet swoje... - stanęłam w połowie zdania. Nie mogę powiedzieć mamie, że mieszkam sama w swoim nowym mieszkaniu. Ona by się wściekła. Uznałaby, że nie jestem dość odpowiedzialna na mieszkanie samemu. - Ehm, swoje łóżko. Na prawdę jest świetne.
- Cieszę się bardzo kochanie. A jak tam Lisa? Spodobała Ci się? 
- Tak właściwie to jeszcze jej nie poznałam. Jej córka odebrała mnie z lotniska i chętnie się mną zajęła.
- Ojej, jak dobrze. - Usłyszałam w głosie mamy ulgę , a jednocześnie troskę.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze jakieś 20 minut. Gdy zakończyłyśmy rozmowę spojrzałam na zegar wiszący nad stoliczkiem nocnym. Była godzina 16. Z tego co pamiętam Anie miała do mnie przyjść o 20. Mam jeszcze 4 godziny dla siebie. Postanowiłam pójść do łazienki i odświeżyć się. Wzięłam prysznic, naszykowałam nowe ubranie i zabrałam się za malowanie paznokci. Żeby zagłuszyć ciszę włączyłam telewizor. Zdecydowałam się na kanał muzyczny MTV. Właśnie leciała piosenka 30 Seconds to Mars - closer to the edge. Uwielbiam tą piosenkę. Postanowiłam , że pomaluję paznokcie na miętowy kolor. Hmm, będą mi pasowały do spodni. Przez pół godziny czekałam, aż paznokcie mi wyschną. Dochodziła godzina 18:00. Jeszcze 2 godziny do przyjścia Anie. Właściwie to nie wiedziałam jakie ma plany, ale miałam nadzieję , że pokaże mi coś więcej w Londynie. Jak na pierwszy dzień znajomości , wydawała się być całkiem okej. 
Przez kolejne pół godziny oglądałam telewizję. Przeglądałam każdy kanał. Poczułam, że robię się głodna. Hmm, ciekawe czy jest coś w lodówce. Nie zdziwiłabym się gdyby była pusta. Wstałam z kanapy i ruszyłam w kierunku kuchni. Otworzyłam lodówkę. była wypełniona po brzegi. Jednak ktoś tu o mnie pomyślał i zrobił małe zakupy. Uśmiechnęłam się. Postanowiłam, że zrobię sobie kanapkę z serem i pomidorem. Zajęło mi to jakieś 5 minut, a kolejne 5 przeznaczyłam na spożycie pysznej kanapki. Godzina 19:05. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam się w świeże rzeczy. Założyłam miętowe jeansy, białą koszulkę z napisem  "Somebody to love", a na to zarzuciłam fioletową buzę z adidasa. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich i wyjrzałam przez mały otwór w nich. Anie przyszła. Trochę wcześniej, ale to nic. Otworzyłam jej i wpuściłam ją do środka. 
- Hej. Co słychać? Widzę, że trochę się już urządziłaś. - Uśmiechnęła się dziewczyna. Miała na sobie czarne obcisłe rurki i zieloną, gładką koszulkę na długi rękaw. Włosy natomiast miała spięte w kucyk. 
- Jak widzisz. Bardzo mi się tutaj podoba. 
- Cieszę się bardzo. To co, gotowa na zakupy? - Anie spojrzała na mnie po czym podeszła do okna i zamknęła je. Zapomniałam o nim całkiem.
- Hmm, zakupy? Pewnie. - Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. - Tylko momencik. 
Wyciągnęłam z szafy moją ulubioną torebkę i włożyłam do niej portfel, telefon komórkowy, błyszczyk do ust i małe lustereczko. Wzięłam torebkę do ręki i wróciłam do koleżanki.
- Gotowa. 
Wyszłyśmy z mieszkania i ruszyłyśmy w kierunku centrum miasta. Po drodze Anie opowiedziała mi trochę o sobie. Dowiedziałam się, że przez 2 lata mieszkała w Nowym Jorku, ale przeprowadziła się z powrotem do Londynu. Zajmuje się aktualnie projektowaniem ubrań. Pracuje w małej firmie, jeszcze nie jest znana. Gdy dziewczyna skończyła opowiadać zaczęła wypytywać mnie o różne rzeczy. Z chęcią jej na nie odpowiadałam. Anie była bardzo ciekawa jak jest  w Polsce. Kiedyś nawet chciała tam pojechać z mamą, ale nie miała okazji. Po 30 minutach dotarłyśmy na miejsce. Moim oczom ukazało się wielkie centrum handlowe. 
- Wow, jeszcze nigdy nie widziałam tyle sklepów na raz. - Zdziwiłam się patrząc na wnętrze ogromnego budynku.
Weszłyśmy do środka i od razu pognałyśmy w kierunku sklepu "H&M". Rozglądałyśmy się po półkach. Anie wybrała kolorowe spodenki i czerwoną koszulę. Ja natomiast krótką sukienkę o kolorze pudrowego różu. Weszłyśmy do przymierzalni. 
- Jeju, świetnie w tym wyglądasz. - Dziewczyna skierowała te słowa do mnie.
- Serio? Myślisz, że mogłabym to kupić?
- No pewnie. Nie masz innego wyjścia. A co sądzisz o mim ubraniu?
- Jeżeli ty tego nie kupisz , to ja to kupię. - Wybuchłyśmy obie śmiechem. 
Kupiłyśmy ubrania i ruszyłyśmy dalej. Po sklepach chodziłyśmy jeszcze jakieś 2 godziny. Około 21:20 zadzwonił telefon Anie. Dziewczyna odebrała. 
- Halo? Hej kochanie. Mhm, jasne. Kiedy? Tak. Dobrze, będę. No tak... na pewno. Pa, buziaki. - Mówiła koleżanka do kogoś po czym zwróciła się do mnie. - Przepraszam Cię Olivia,  ale mój chłopak dzwonił. Całkiem zapomniałam, że byłam z nim umówiona. Chyba musimy zakończyć nasze zakupy. Jeżeli chcesz to mogę odwieść Cię do domu.
- Hmm.. no szkoda. Ale wiesz co? Ja jeszcze się przejdę po sklepach. 
- Serio? Tylko uważaj na siebie. Wiesz jak trafić do domu no nie? 
- Tak, nie martw się. Dziękuję Ci za poświęcony czas. - Uśmiechnęłam się, a Anie pocałowała mnie w prawy policzek. 
- Do zobaczenia jutro. - Dziewczyna pomachała mi na pożegnanie i oddaliła się. 
Na kolejne sklepy przeznaczyłam godzinę. Była już chyba 22:00. Strasznie zaczęły boleć mnie stopy, więc wyszłam na zewnątrz. Zrobiło się chłodno, a ja miałam na sobie tylko cieniutką bluzę. Położyłam swoje torby z zakupami na ziemi , gdyż ręce zaczęły boleć mnie od noszenia tych ciężkich zakupów. Wyciągnęłam telefon by spojrzeć na godzinę. Tak jak przypuszczałam. Było już po 22:00. Postanowiłam, że powoli ruszę w kierunku mieszkania. Pierwszy dzień w Londynie, a już zostałam sama. No ale w końcu sama się na to godziłam. Szłam powoli przez zupełnie nieznane mi ulice. Na szczęście wiedziałam na jakiej ulicy mieszkam. Po pewnym czasie usłyszałam za sobą jakieś krzyki. Obróciłam się ale niczego nie zauważyłam. Wzruszyłam ramionami i przyspieszyłam kroku. Po chwili znowu usłyszałam dziwne dźwięki. Tym razem były głośniejsze. 
- Co jest kurde? - Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam kilku chłopaków biegnących w moim kierunku. Było ich 4, albo 5. Byli coraz bliżej mnie. Po chwili zauważyłam, że za nimi biegnie masa ludzi. Choć raczej były to same dziewczyny. - Co to ma znaczyć? 
Wystraszyłam się. Byli coraz bliżej mnie. Złapałam jeszcze mocniej torby w rękach i zaczęłam biec przed siebie by uniknąć spotkania z tymi szaleńcami. Widziałam jak jeden chłopak przebiega  po mojej prawej stronie. Odwróciłam głowę w tył. Nie zdążyłam nawet zareagować. Jeden z nich wpadł prosto na mnie przewracając mnie przy tym. Moje torby z zakupami wylądowały na ziemi, zauważyłam, że wszystko z nich wypadło. Chłopak podniósł się gwałtownie. Ja natomiast poczułam straszny ból w prawej nodze. Odruchowo złapałam się za nią.
- Ty idioto. Co to ma wszystko kurwa znaczyć? - Wydarłam się na nieznajomego chłopaka, który niepewnie stanął nade mną. Był bardzo zdenerwowany. Co chwila spoglądał w kierunku, w którym biegł rozszalały tłum. 
- Boże, przepraszam Cię. - Chłopak złapał mnie za rękę i próbował podnieść.
- Hej, Niall. Co ty robisz? Zostaw tą dziewczynę chyba, że wolisz zostać staranowany przez resztę fanek. -Usłyszałam głos jakiegoś chłopaka.
Próbowałam wstać, lecz było to niemożliwe. Chyba skręciłam kostkę.
- Zamknij się Harry. To przeze mnie teraz tu leży. Chodźcie, pomóżcie mi z nią. - Nalegał nieznajomy. Po chwili reszta jego kolegów stała nade mną. Troje z nich pomogło mi wstać, a dwójka kolejnych zebrała moje zakupy z ziemi. 
- Lou, leć po auto. Będziemy tam za zakrętem. Szybko. - mówił chłopak o ciemnej karnacji. 
Byłam w szoku. W ogóle nie wiedziałam co mam powiedzieć. 
- Weście te torby , a ja wezmę ją. - Chłopak przez którego skręciłam sobie kostkę chciał wziąć mnie na ręce.
- Zostaw mnie! - Krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać. - Zostawcie mnie wszyscy. Ja was nie znam. 
- Hej, hej. Spokojnie. Nie zrobimy Ci krzywdy. 
- Tak, Liam dobrze gada. - Zaczął kiwać głową chłopak z loczkami na głowie.
W końcu uległam i dałam się im pomóc. Coraz bliżej natomiast było stado tych całych szaleńców , którzy biegli za chłopakami. Blondyn wziął mnie na ręce i wszyscy pobiegli przed siebie.  Po krótkim biegu zatrzymali się za rogiem ulicy. Tam czekał na nas samochód. Nieznajomi pomogli mi wejść do środka. Usiadłam w najdalszym kącie auta. Nie wiedziałam co się dzieje. Reszta chłopaków wsiadła tuż za mną.
- Dalej Louis, odpalaj. - Nalegali wszyscy. Louis ruszył. 
- Było blisko. Jeszcze trochę i by nas załatwiły. 
- No, nigdy więcej nie pokazujemy się publicznie. No chyba, że się przebierzemy.
- Ej, ej. Ja jakby co zamawiam kostium marchewki. - Przekrzykiwali się chłopcy.
- Ekhem. - Odchrząknęłam. Nagle wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie. - Moglibyście ...
- Autograf ? - Odezwał się kierowca. 
- Nie? Odwieść mnie do domu?  - Dokończyłam. Jaki znowu autograf? Kim oni są do cholery. 
- Dobra, jasne. Gdzie mieszkasz? 
- Na ul. Bema 46. - Odpowiedziałam niepewnie. Chłopak siedzący obok mnie niechcący szturchną mnie w bolącą kostkę. Jęknęłam dość głośno by znów spojrzenia utkwiły na mnie. Blondyn odezwał się po chwili.
-  Ja przepraszam Cię za ten wypadek. Nie zauważyłem Cię w tych ciemnościach. Czy coś cię boli? Stało Ci się coś? 
Zacisnęłam mocno oczy i złapałam się za kostkę. 
- Chyba skręciłam kostkę. 
- W takim razie musimy jechać do szpitala. - Odezwał się kierowca. 
- Co ty. Żeby znowu nas zobaczyli? - Szturchnął go łokciem siedzący obok niego kolega.
- Harry, idioto. To przez nas boli ją kostka. Chyba nie chcesz jej tak zostawić nie?  
- Eh, róbcie co chcecie. 
- Więc szpital. - Ciągnął dalej kierowca. Oddychałam strasznie ciężko.
Ja ich nie znam. Boję się. Boże... Pierwszy dzień w UK i już takie rzeczy się zdarzają. Nieznajomi mówili coś między sobą. W między czasie jeden z nich, siedzący obok mnie, ten sam, który spowodował mój uraz odezwał się do mnie.
- Przepraszam Cię jeszcze raz. Nie chciałem. 
- Ehm , jasne. Ja tylko chcę wrócić do domu. - Spojrzałam na niego. Jednak w ciemności nie wiele widziałam. 
- Obiecuję, że jeszcze dzisiaj zaśniesz w swoim łóżku. A tak w ogóle to jestem Niall. - Chłopak wyciągnął w moim kierunku prawą dłoń. Zawahałam się lecz uścisnęłam ją. 
- Olivia. 






______________________________________________________


< 3

sobota, 12 maja 2012

Rozdział II

Rozdział 2









Poczułam jak ktoś szturcha mnie w ramie. Przetarłam leniwie oczy po czym otworzyłam je. Przede mną stała miła kobieta. Była to jedna ze Stewardess. Wyprostowałam się i posłałam jej zaspany uśmiech.
- Przepraszam bardzo, że panią budzę. Przyszłam się zapytać czy może podać coś do picia? 
- Jasne, nie ma sprawy. I tak, chętnie bym napiła się wody. - powiedziałam ciągle nie przestając się uśmiechać.
- Okej. - Stewardessa sięgnęła do podręcznego stoliczka i wyciągnęła małą buteleczkę z wodą niegazowaną. Podała mi ją. 
- Dziękuję. - Podziękowałam grzecznie gdy wzięłam od niej napój. - Ehm, mam jeszcze takie małe pytanko. 
- Tak, słucham? 
- Kiedy wylądujemy w Londynie? - Zapytałam niepewnie.
- Za jakieś 40 minut powinniśmy być już na miejscu. 
- Dziękuję jeszcze raz. 
- Nie ma za co. Jestem do Pani usług. - Miła kobieta kiwnęła przyjaźnie głową po czym poszła dalej. Po drodze zahaczała o innych pasażerów. 
Przekręciłam w dłoni kilka razy butelkę z wodą po czym odkręciłam zakrętkę. Upiłam spory łyk po czym z powrotem ją zakręciłam. No nie mogę... Jeszcze niecałe 40 minut i będę w UK. Odkąd pamiętam zawsze chciałam tam wylecieć. Mimo, że tata często tam bywał jakoś nigdy mnie ze sobą nie zabierał. A to , że jestem jeszcze za mała, że powinnam wakacje spędzić w Polsce ze swoimi przyjaciółmi... Ech, na prawdę go nie rozumiałam. Tak czy siak wyjechałabym z Poznania prędzej czy później. Teraz może trochę mam obaw. Nie znam tam przecież nikogo. Niby jest tam ta cała Lisa, ale czy mogę jej zaufać. Przecież może być jakąś oszustką czy coś... Olivia, kurde. Panikujesz. Przecież ona jest przyjaciółką taty, co Ci może zrobić? Pokręciłam głową wyzywając na siebie w myślach. Londyn to wielkie miasto. Nie wiem jak się w nim odnajdę, ale nie zamierzam rezygnować już po pierwszym dniu niepowodzeń... O nie! Tu się liczy tylko zajebista zabawa. Mam nadzieję , że później będę mogła to dobrze wspominać. 
Wyciągnęłam z podręcznej torby laptopa. Spojrzałam na godzinę w prawym dolnym rogu ekranu. 9:40. Wow, serio musiałam sobie trochę pospać. Włączyłam zakładkę "Facebook" i od razu zaczęłam przeglądać co się wydarzyło od czasu gdy ostatnio tu zaglądałam. Nic ciekawego. Po prawej stornie ekranu widniała lista dostępnych znajomych. Powoli przesuwałam ją w dół aż w końcu natrafiłam na Viki. Kliknęłam na jej profil dwa razy po czym napisałam krótką wiadomość. 


" Hej. Właśnie jestem w samolocie. Jak tam u Ciebie?" 


Zastanawiałam się czy mi odpisze. Mimo, że nie była w liście osób dostępnych, to Viki często zmieniała status Offline. Mały ołóweczek na samym dole komunikatora dał znać, że przyjaciółka wpisuje jakiś tekst. Po chwili na ekranie ukazała się wiadomość. 


" Cześć : ) U mnie wszystko ok. Jeju, jak ja Ci strasznie zazdroszczę. Chciałabym teraz być z Tobą w samolocie. Ile czasu masz do lądowania? "


Od razu zaczęłam wystukiwać literki na klawiaturze.


" Mi też jest smutno, że nie ma Cię tu teraz ze mną : (  Do lądowania mam jeszcze jakieś... 30 minut. Już nie mogę się doczekać. Tylko że ja tu nikogo nie znam. A jak nikt nie przyjedzie po mnie na lotnisko? "


" Nie martw się. Na pewno twój tata wszystko załatwił. "


" No tak... Szkoda tylko, że ja o niczym nie wiem. "


Pisałyśmy jeszcze tak dobre 20 minut. Mogłoby to potrwać dłużej, ale ojciec Viki kazał jej wyłączyć komputer. On jest naprawdę dla niej za surowy. Gdyby nie on to teraz leciałabym do Londynu z moją najlepszą przyjaciółką. Wyłączyłam Facebook'a i weszłam na swój profil na Twitter'ze. Tu też za wiele się nie działo. Z nudów napisałam krótki Twitt " welcome to London. : ) " Po chwili wyłączyłam laptopa i schowałam go z powrotem do torby. Usiadłam wygodniej w fotelu i zaczęłam przyglądać się pasażerom. Przede mną siedziała starsza pani, a obok niej mała dziewczynka. Prawdopodobnie jej wnuczka. Kobieta opowiadała jej jak to jest wspaniale w Londynie i ilu ciekawych ludzi można tam spotkać. Parę rzędów dalej siedział mężczyzna w wieku ok. 35 lat. Na prawym ramieniu miał tatuaż przedstawiający twarz jakiejś kobiety. Była na prawdę śliczna. Pewnie ktoś ważny w jego życiu. Nagle znikąd odezwał się głos kapitana : "Prosimy zapiąć pasy i przygotować się do lądowania." Poczułam jak w brzuchu latają mi miliony malutkich motylków. Dostosowałam się do prośby kapitana i już po paru sekundach byłam zapięta. Położyłam ręce na kolanach i zacisnęłam na nich paznokcie. Dało się odczuć, że samolot z każdą chwilą jest coraz niżej. Wyjrzałam przez okno. Wylatywaliśmy poza osłonę z chmur. O ja pierdolę... Przeklęłam w myślach. Widok był niesamowity. Z lotu ptaka to wszystko wyglądało tak pięknie. Londyn... Ach, moje marzenie. Uśmiechnęłam się szeroko sama do siebie. Przeniosłam wzrok na pasażerów. Każdy miał w ręce telefon i dzwonił do kogoś. " Hej kochanie, już lądujemy. Lot minął bardzo dobrze" - I wiele innych słów padało między ludźmi. 
Gdy wylądowaliśmy na miejscu wszyscy chcieli wyjść jako pierwsi. Ja postanowiłam, że odpuszczę sobie tą całą przepychankę i wyszłam jako ostatnia. Miły pan podał mi swoje bagaże i pomógł mi je donieść aż do wyjścia z budynku. Wow, one na serio są ciężkie. Rozejrzałam się dookoła szukając wzrokiem osoby podobnej do Lisy. Jednak nikogo takiego nie ujrzałam. Usiadłam na ławeczce przy której leżało pełno moich walizek. Założyłam nogę na nogę i wyciągnęłam telefon z prawej kieszeni spodni. Godzina 10:20. Siedziałam tak jeszcze przez dobre 15 minut gdy na swoim ramieniu poczułam czyiś dotyk. Obróciłam się gwałtownie. Przede mną stała młoda dziewczyna w wieku około 17-18 lat. Miała długie blond włosy opadające jej na ramiona, duże niebieskie oczy i szeroki uśmiech na twarzy. Wstałam szybko i przyjrzałam się jej dokładniej. Miała na sobie kremową sukienkę sięgającą jej do kolan z rękawami 3/4, na szyi wisiał jej śliczny łańcuszek z zawieszką w kształcie serca. 
- Olivia? - Odezwała się dziewczyna. 
- Ehm, tak. - Odpowiedziałam lekko zmieszana. - Czy my... My się znamy?
- Właściwie to nie. Jestem Anie, córka Lisy. Miałam tutaj przyjechać odebrać Cię z lotniska. Miło mi Cię poznać, Olivio. - Dziewczyna wyciągnęła ku mnie prawą dłoń. 
- Ach, mi również miło. - Uścisnęłam delikatnie jej dłoń.
- No dobrze. To zbierajmy się już stąd. Pomogę Ci z tymi walizkami.
- Dziękuję , one są na prawdę ciężkie i nie wiem czy sama dałabym sobie z nimi radę. - zaśmiałam się.
Anie wzięła do rąk dwa bagaże a ja kolejne dwa. Na lewym ramieniu miałam narzuconą jeszcze torbę. Dziewczyna pokiwała ręką taksówkarzowi, który stał niecałe 5 metrów od nas. Miły pan wyszedł z auta i pomógł nam zapakować rzeczy do bagażnika. Wsiadłyśmy do samochodu, ja z tyłu, a Anie z przodu. Dziewczyna podała mężczyźnie kierunek trasy po czym ruszyliśmy z miejsca. 
- To jak podoba Ci się w Londynie? - Zaczęła blondynka.
- Hmm , na razie jestem tutaj dopiero od pół godziny. Ale jak na pierwsze wrażenia to bardzo przyjemnie. - Wyjrzałam przez okno. - I jest tyle sklepów. - Uśmiechnęłam się szeroko. 
- W końcu będę miała towarzysza do zakupów. Moja mam za nimi nie przepada więc teraz będę zabierała na nie Ciebie. - Dziewczyna obróciła się spoglądając na mnie. - Jeżeli chcesz oczywiście.
- No pewnie. - Uśmiechnęłam się do niej po czym Anie z powrotem usiadła prosto. 
To jest po prostu coś niesamowitego. Oparłam głowę o zagłówek fotela i uchyliłam delikatnie szybę od okna. Lekki powiew wiatru muskał moją twarz. Taksówkarz włączył radio. Właśnie leciał piosenka Nicki Minaj - Starship. Pod nosem nuciłam sobie refren. Gdy się skończyła z głośników dobiegła znana mi już wcześniej melodia.  




"You're insecure
Don't know what for
You're turning heads when you walk through the do-o-or
Don't need make-up
To cover Up
being the way that you are is eno-o-ough


Everyone else in the room can see it
Everyone else but you-u


Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know you're beautiful!"




Kurcze, strasznie fajna nutka. 
Po 10 minutach drogi dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z taksówki, po mnie Anie, a także mężczyzna. Wyładowaliśmy z bagażnika moje walizki i oparliśmy je o brązowy płot. Spojrzałam na dom. Może i nie był taki jak sobie wyobrażałam, ale wyglądał na bardzo przytulny. Anie zapłaciła kierowcy za podwózkę i pomogła mi wnieść torby do środka. Gdy weszłam do mieszkania od razu poczułam miłą atmosferę. Po prawej stronie były otwarte drzwi do łazienki. Na lewo od nich kuchnia. Po lewej stronie od drzwi wejściowych - sypialnia. Na końcu długiego korytarza był wielki salon z powieszonym na środku telewizorem plazmowym. No nieźle, nieźle. Wszystkie moje rzeczy włożyłyśmy do sypialni. Rozejrzałam się dokładniej po mieszkaniu. Jedno mnie tylko bardzo dziwiło... Czemu tu był tylko jeden pokój z łóżkiem? Przecież to miał być dom Lisy. Mam nadzieje, że  nie zajęłam jej miejsca. 
- Witaj w swoim nowym mieszkaniu. - Anie podeszła do mnie i poklepała po ramieniu. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Miała strasznie równe i białe zęby. 
- Jak to, moim? - Zrobiłam wielkie oczy i spojrzałam na nią. 
- No tak, twoim. Razem z mamą postanowiłyśmy, że na czas twojego pobytu w Londynie będziesz miała własny kącik. My mieszkamy na przeciwko. - Dziewczyna podeszła do wielkiego okna i odsłoniła firankę. Podeszłam do niej i wyjrzałam na zewnątrz. Po drugiej stronie ulicy stał wielki dom. 
- O jeju, ja nie wiedziałam. To znaczy, że będę tutaj sama mieszkała? - Popatrzyłam ponownie na Anie. 
- Tak.
Nie mogłam w to uwierzyć. Uściskałam mocno koleżankę i wydarłam się na cały dom.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję. 
- Haha, cieszę się, że Ci się podoba.
- I to jeszcze jak... - Uśmiechałam się cały czas.
- No dobrze, to może ja już Ci nie przeszkadzam. Rozpakuj się i rozgość. Podam Ci swój numer telefonu. Jak będziesz czegoś potrzebowała to dzwoń. 
Dziewczyna podała mi swój numer a ja od razu zapisałam go w telefonie. 
- Dziękuję jeszcze raz. 
- Jasne, niema sprawy. - Anie podeszła do drzwi i odtworzyła je. - Wpadnę dzisiaj do Ciebie około 20. Obgadamy wszystko. - Wychodząc kiwnęła mi ręką i posłała ostatni uśmiech. 
- Jest! W końcu jestem w Londynie. I na dodatek mam własne mieszkanko. Zajebiście normalnie ! 
Nie mogłam powstrzymać się od pisków i śmiechu radości. Wskoczyłam na duże łóżko i zaczęłam na nim skakać. Po 10 minutach uspokoiłam się i zabrałam do rozpakowywania walizek. 














--------------------------------------------------------------------------------


Oto drugi rozdział. ( : 


W następnym będą już chłopcy. : D 

czwartek, 10 maja 2012

Rozdział I

Rozdział 1 



Z głębokiego snu obudził mnie refren mojej ulubionej piosenki Lifehouse - You and Me. Była to 4 rano. Podniosłam w górę rękę by po chwili opuścić ją bezwładnie na stojący na nocnej szafce budzik. Wzięłam go do ręki i mocno cisnęłam nim o podłogę. Muzyka ucichła... Nienawidzę tak wcześnie wstawać. Z resztą, nigdy tak wcześnie nie wstaję.  Ale miałam powód, i to nie byle jaki. To właśnie dziś miałam zasmakować cudownego smaku wolności. Hmm, no może nie takiej zupełniej wolności, ale ważne było to , że dziś wylatywałam do Wielkiej Brytanii. Uśmiechnęłam się na samą myśl o Londynie. Zauważyłam, że mój oddech stał się cięższy , a klatka piersiowa falowała nienaturalnie w szybszym tempie. To moje serce daje znać o tym całym stresie i podnieceniu. Przetarłam lewą dłonią oczy i przewróciłam się na lwy bok. Na przeciwko mnie na ścianie była powieszona wielka tablica korkowa , na której wisiało wiele zdjęć, obrazków i różnych bezsensownych karteluszek. Moją uwagę przykuła niewielka ilustracja przedstawiająca Londyn. Ach , nie mogłam w to uwierzyć, że jeszcze dziś znajdę się w tym wielkim , pięknym mieście. Z racji tego, że były wakacje dostałam pozwolenie na ten lot. Chodź na początku mamie nie spodobał się ten pomysł to jakoś dała się namówić. Z tatą nie było najmniejszego problemu. Do Londynu dosyć często wyjeżdżał i poznał wielu ludzi , którzy podczas mojego pobytu w UK zaopiekują się mną. Całe dwa miesiące spędzę daleko od całej rodzinki. Od nadopiekuńczej matki, od ojca który całymi dniami ogląda mecze piłki nożnej, no i od młodszej siostry , która jest strasznie denerwująca. Posłałam jeszcze ostatnie spojrzenie na Londyn i usiadłam na brzegu łóżka. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam. Otworzyłam szeroko szafę, w której prawie nic nie zostało. Wczoraj spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a dziś nie miałam w co się ubrać. Wyciągnęłam szare rurki, które chodź z wyglądu mogły odpychać, to mnie się bardzo podobały. Na górę nałożyłam białą koszulkę z napisem " free hugs" i weszłam do łazienki. Stanęłam przed niewielkim lustrem po czym zbliżyłam do niego swoją twarz i zaczęłam się jej przyglądać. Westchnęłam głośno. Moje ciemne włosy opadały na ramiona, całkiem nieogarnięte. Zaspana twarz i te sińce pod oczyma... Pokręciłam głową i odkręciłam kurek od zlewu. Zamoczyłam palce w płynącej wolno wodzie. Czekałam aż zacznie być ciepła. Obmyłam twarz po czym dokładnie wytarłam ją ręcznikiem. Muszę coś z sobą zrobić. Wyglądam okropnie... Postawiłam na delikatny makijaż. Podkład w odcieniu cery, delikatny róż na policzkach, oczy rozświetlone beżowym cieniem i jeszcze tylko delikatne pociągnięcie tuszem do rzęs. Przeczesałam dłonią włosy i wyszłam z łazienki. Skierowałam się w kierunku kuchni z której dochodziły różne zapachy. Mama musiała już wstać. Na samym progu wejścia przywitała mnie radośnie.
- Hej słoneczko, jak Ci się spało? Właśnie przygotowuję Ci śniadanko. Naleśniki z czekoladą. Może być? 
- Mhm, jasne. - Rzuciłam od niechcenia i usiadłam przy stole. 
Szczerze to nie przepadam za naleśnikami, ale co do czekolady to mogłabym jeść ją całe życie. Oparłam głowę o rękę i zaczęłam przyglądać się mamie , która właśnie nakładała naleśniki na talerz. Dziś wyglądała nieco inaczej. Rozczochrane blond włosy sięgające do ramion były w okropnym stanie. Za to jej ulubiona bluzka była cała wygnieciona. To przez ten mój wyjazd... Mówiłam jej już wiele razy, że ma się nie martwić o mnie. 
- Mamo, dam sobie radę. Nie jestem przecież małym dzieckiem... - Przewróciłam oczami. Mama położyła talerz przede mną. 
- Ale nie jesteś też dorosła, pamiętaj. 
- Oj mamo. Mam przecież 16 lat, to wcale nie jest już tak mało. Z resztą będę pod dobrą opieką. Tata zna tą całą Lisę. Podobno jest bardzo miła i na dodatek odpowiedzialna. Nie martw się już tak.
Mama usiadła na przeciw mnie. Westchnęła głośno i dodała :
- Dobrze już, dobrze. A teraz jedz... Smacznego. 
- Dziękuję. 
Uśmiechnęłam się do niej szeroko. Naleśniki pachniały znakomicie. Chodź nie byłam głodna postanowiłam, że zjem chociaż jednego by nie zrobić mamie już większej przykrości. Posmarowałam go grubą warstwą czekolady po czym zwinęłam go w rulonik i wzięłam do ręki. Ugryzłam spory kawałek i zaczęłam powoli go rzuć. 
- Ale ty zawsze będziesz moją małą córeczką. Ach, ten czas tak szybko leci... Nie dawno jeszcze nie umiałaś korzystać z.... 
- Mamo ! Przestań, nie wracajmy do tego. - krzyknęłam głośno z buzią pełną jedzenia. Gdy tylko je połknęłam obie z mamą wybuchłyśmy śmiechem. 
Po śniadaniu pomogłam mamie pozmywać naczynia. Schowałam je do szafki nad zlewem i wróciłam do swojego pokoju. Odruchowo chwyciłam za telefon. "1 nieodebrana wiadomość" . Wcisnęłam widniejącą na ekranie kopertę. To Viki napisała. " Hej Olivka. Życzę Ci udanego lotu. Uważaj na siebie w tym wielkim mieście. Pomyśl czasem o mnie i odezwij się tylko jak wylądujesz w Londynie. Pa. : * ". Viki była moją najlepszą przyjaciółką. Mimo tego że już nie chodziłyśmy do tej samej klasy to nadal byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Chciałabym żeby leciała razem ze mną. No ale niestety nie mogła. Jej ojczym jest bardzo surowy. Za to matka jest mu podporządkowana. Wcisnęłam opcję "odpisz" i napisałam krótką wiadomość w której podziękowałam przyjaciółce i pozdrowienia. Włożyłam telefon do prawej kieszeni spodni. Dochodziła godzina 6. O 7 miałam już samolot. Tata właśnie wstał i tuż po śniadaniu pomógł mi spakować resztę rzeczy do samochodu. O godzinie wpół do 7 stanęłam przy drzwiach wyjściowych i narzuciłam na siebie swoją ulubioną fioletową bluzę, a na nogi włożyłam miętowe conversy. 
- Mamo! Tato! Musimy już jechać o ile nie chcemy się spóźnić. - Krzyknęłam w głąb domu.
- Już kochanie. Ty wejdź już do auta a my zaraz do Ciebie dołączymy.
Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Po minucie postanowiłam włączyć radio. Nie lubię siedzieć w ciszy... Ustawiłam na stację z najnowszymi hitami. Właśnie leciała piosenka Katy Perry - Part of me. Nuciłam sobie pod nosem ostatnią część utworu gdy do środka weszli rodzice. 
- To jak? Gotowa na podróż swojego życia ? - Rzucił tata.
- Jeszcze się pytasz? - Odpowiedziałam radośnie.
Ruszyliśmy powoli. Z każdą minutą oddalaliśmy się od domu. 
W radiu leciał tekst zupełnie nieznanej mi piosenki. 


" Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know you're beautiful! "


Od razu wpadł mi w ucho. Niezły wykon. Gdy piosenka się skończyła zauważyłam, że dotarliśmy już na lotnisko. Powoli wysiadłam z auta i otworzyłam bagażnik. Rodzice pomogli mi wyjąć wszystkie walizki. Wnieśliśmy je na pokład samolotu.
- Uważaj na siebie córeczko. Zadzwoń do nas od razu gdy tylko wylądujesz. - Mama się rozkleiła i zaczęła płakać.
- Spokojnie , Aga. Nie płacz. Mała da sobie radę. - pocieszał ją tata. 
- Hej, jaką mała ? Jestem już doża, zapomnieliście? Właśnie zaczynam nowe życie. - Wybuchliśmy wszyscy śmiechem. 
Rozstanie nie było aż tak złe. No ... może nie dla mnie. Moja mama nazbyt przesadzała. Przytuliliśmy się do siebie ostatni raz po czym weszłam na pokład samolotu i zajęłam swoje miejsce.  Na szczęście obok mnie nie siedział nikt więc miałam odrobinę przestrzeni. Przez 5 minut siedziałam w ciszy i przyglądałam się wszystkim ludziom , którzy zajmowali swoje miejsca.  "Prosimy zapiąć pasy i przygotować się do startu" - Odezwał się głos kapitana. Dostosowałam się do polecenia i już po chwili poczułam turbulencje. "Życzymy miłego i udanego lotu" - dodał na koniec mężczyzna. Uśmiechnęłam się w duchu. No to witaj Londynie... Nie mogę uwierzyć że już dziś będę w UK. Jestem taka szczęśliwa. Po głowie chodziła mi ta sama piosenka, którą usłyszałam w radiu. 
Oparłam głowę o zagłówek fotela i już po 10 minutach spałam jak małe dziecko.