czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział XX

Rozdział 20




Olivia

Wyciągnęłam z szafy moje ulubione miętowe rurki i do tego biało niebieski t-shirt z nadrukiem Just do it. Przewiesiłam ubranie przez ramię i weszłam do łazienki. Przy okazji wzięłam szybki prysznic który zajął mi około 5 minut. W salonie na kanapie zauważyłam śpiącą Viktorie i nie chciałam jej budzić więc bez słowa nałożyłam buty i wyszłam na spacer. Zajął mi on jekieś 2 godziny, więc gdy wracałam do domu było już prawie ciemno. Po mieszkaniu krzątała się Viki.
-Gdzieś ty była ?! Martwiłam się o ciebie...
-Chciałam się trochę przewietrzyć i straciłam rachubę czasu. – Sprostowałam – Ale teraz chodźmy już spać, bo mam plany na jutrzejszy dzień – Uśmiechnęłam się szyderczo i po kilkunastu minutach razem z Viki leżałyśmy w łóżku.
Gadałyśmy jeszcze przez chwilkę o wszystkim i o niczym, lecz nagle po prostu odpłynęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Co było dla mnie bardzo dziwne, bo gdy spojrzałam na zegarek była godzina 8.30 . Niechętnie wstałam z łóżka, owinęłam się w szlafrok i podeszłam do drzwi. Ujrzałam za nimi jeszcze odrobinkę zaspaną twarz Niall`a  .
-Hej kochanie! – Po tych słowach złożył na moim policzku soczystego buziaka.
-Cześć Niall. Co tu robisz, tak wcześnie ?
Spojrzałam za drzwi i zobaczyłam nieznany mi samochód. Chłopak wyjaśnił mi że jadą właśnie na próbę koncertu i chcą zabrać nas (mnie i Viki) ze sobą. Na co od razu się zgodziłam.
-A więc daj nam 15 minut. Dobrze?
-Dobrze. – Powiedział Niall z wielkim bananem na twarzy.
-Reszta zespołu Siedzi w samochodzie? –zapytałam, przecierając jednocześnie zaspane oczy.
-Jasne, wszyscy w komplecie. – jego uśmiech nadal nie ginął.
-Powiedz żeby weszli do domu i się rozgościli, a Harry niech idzie do Viktorii i ją obudzi – lekko zafalowałam brwiami i on chyba wiedział o co mi chodzi bo zrobił to samo. – Hmm. Macie może w samochodzie jeszcze jedno dodatkowe miejsce?
-Mamy, a co? – zapytał ze zdziwieniem.
- Pamiętasz może jak kiedyś byłam z Viki u was i musieliśmy wracać, bo zadzwonił mój telefon?
- No, pamiętam.
- To była moja przyjaciółka Anie. Właśnie wtedy zerwała ze swoim chłopakiem i pytała mnie czy może do mnie przyjść. Była zmartwiona i na poprawę humoru wspomniałam jej o was… - ostatnie słowa wypowiadałam coraz ciszej, z obawy na reakcje Niall`a 
- Yhy i co ? – odpowiedział z zaciekawieniem.
- Wtedy obiecałam jej, że zapoznam ją z wami, a ona bardzo się ucieszyła. Od tamtego czasu nie widziałam się z nią. Myślisz, że mogłaby się z nami zabrać? – zapytałam z lekką niepewnością w głosie. 
-Ja się zgadzam, ale nie wiem co reszta chłopaków o tym powie. Pójdę do nich, zaczekaj, zaraz wracam.
Nialler był kochany. Myślę, że zgodziłby się na wszystko o co go poproszę…
Kiedy zamknęłam drzwi za Niallem poszłam prosto do pokoju i po cichu otworzyłam drzwi wyjęłam z szafy to  . Kiedy wyszłam z łazienki wszyscy siedzieli już w kuchni.
-Ja się zgadzam- powiedział Zayn
-Ja też, o ile nie zemdleje jak niektórzy – powiedział Harry z rozbawioną twarzą spoglądając na zarumienioną Viktorię.
W ich ślady poszli też Louis i po krótkich namowach Liam.
Następnie Vicia z chłopakami zrobiła śniadanie, a ja zadzwoniłam do Anie z informacją, że za 20 min. ma czekać na mnie przed domem.


Po dwudziestu minutach byliśmy już pod domem Anie. Wyszłam z samochodu podeszłam do drzwi i zapukałam.
- Jestem gotowa. To gdzie idziemy ? – zapytała mnie pełna szczęścia otwierając mi drzwi.
- Pamiętasz, jak wspominałam ci o One Direction ?
- No pewnie. – powiedziała z jeszcze większym uśmiechem na twarzy.
- Tak więc mam dla ciebie niespodziankę… Jedziesz dziś z nimi na próbę ich koncertu !!
 - Tak, na pewno. Niezły żart…
- Ale to nie jest żart. Anie, naprawdę zabieramy cię na próbę koncertu. Spójrz tu stoi nasz samochód. Jak chcesz to wsiadaj. – Mówiłam wskazując na auto. - Więcej takiej szansy nie dostaniesz… Więc jak, jedziesz ?
 - No pewnie, że ta… - zawiesiła na chwile głos. – Ale czy oni się zgodzą?
- Tak. Już się zgodzili. Wsiadaj ! – W czasie drogi Anie, jako że jest bardzo otwartą osobą, zadawała im mnóstwo pytań. Ale w końcu dojechaliśmy. 


 Niall

Anie chociaż, że jest naszą fanką nie jest taka zła, polubiłem ją. Cieszę się, że z nami pojechała, choć najbardziej cieszę się, że Olivia z nami pojechała. Jest cudowna. Nie wiem, co zrobiłbym gdybym jej wtedy nie spotkał. Myślę, że ona czuje to samo co ja. Widzę jak na mnie patrzy, jak do mnie mówi i wszystko co robi… Z zamysłu zbudziło mnie nagle jej lekkie szturchnięcie.
- Ałć ! – powiedziałem bezgłośnie – Co się stało ?
- Jesteśmy na miejscu, hellooow… słyszysz?  – powiedziała to machając mi ręką przed twarzą Olivia
- Acha, acha , już .
Nagle ogłuszyły nas okropne krzyki dziewczyn co bardzo mnie zdziwiło gdyż wszyscy myśleli, że będziemy tu dopiero za dwie godziny… Ale po tych okrzykach już bez zastanowienia wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę budynku w którym powinni czekać na nas ludzie z ekipy. Próba wyszła nam nienajlepiej, bo co chwilę paparazzi oślepiało nam oczy zdjęciami. W jej czasie dziewczyny czekały na nas za sceną. W drodze do samochodu odruchowo złapałem Olivie za rękę i trzymałem ją, aż do wejścia do auta. W czasie drogi powrotnej cały czas się wygłupialiśmy i śmialiśmy. W końcu kierowca zwrócił nam uwagę i wtedy już do końca drogi każdy był cicho. Ale nie do końca bo gdy przejeżdżaliśmy koło domu Viktorii i Olivi szeptem spytałem czy nie chciałyby wraz z Anie wpaść na imprezę, którą mieliśmy zaplanowaną od dwóch tygodni. Wszystkie trzy kiwnęły głową. Impreza odbywała się w wynajmowanym na dzisiejszy wieczór przez nas domu w którym było już pełno gości.  
-No to wchodzimy – powiedział Zayn i dodał ze śmiechem – tylko się nie upijcie na śmierć.
Louis pierwszy wziął kieliszek do ręki – Za naszą nową znajomą. Za Anie!


   
 Anie

Tak się cieszę, że Olivia zaproponowała mi ten wyjazd. Nie dosyć, że poznałam ich to jeszcze byłam na ich próbie a teraz jeszcze ta impreza! Chłopacy są bardzo mili. Chociaż jestem ich fanką to i tak myślałam, że są takimi jak wszyscy mówią: egoistyczni pozerzy. Najbardziej spodobał mi się Liam. Wydaje się taki opiekuńczy i odpowiedzialny, ale niestety jest z Danielle .
Po prawie dwóch godzinach w środku zrobiło się duszno i nie dało się oddychać, więc postanowiłam wyjść, i przewietrzyć się trochę. Na dworze powoli się ściemniało. Usiadłam na schodzie przy wejściu i tak sobie siedziałam oddychając świerzym powietrzem.
Po chwili dosiadł się do mnie Liam.
- Co tam?
-Wyszłam na chwile bo nie da się oddychać. A ty się nie bawisz?
-Znudziło mi się, a z resztą nie pije - powiedział z dumą.
-Naprawdę? Nigdy się nie upiłeś? – spytałam zdziwiona
-Nie, kiedy się urodziłem chorowałem, ale to dłuższa historia. Do tego Danielle… -przerwał i posmutniał.
-Co się stało? Dlaczego przerwałeś?
-Niedawno zerwaliśmy ze sobą i nie mogę o niej zapomnieć. Byliśmy razem jeszcze przed moją karierą.- powiedział poważnym tonem.
Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale chyba było mi go trochę szkoda. Nie rozumiem jak ona mogła go zostawić. W pewnym momencie po prostu zawiesiłam ręce na jego szyi i delikatnie cmoknęłam go w policzek.
- Przepraszam, nie wiem co mnie napadło- powiedziałam szybko trochę zmieszana.
-Nie szkodzi, teraz na prawde potrzebuję tego wsparcia. – po tych słowach posłał mi szczery uśmiech, a potem jego usta dotknęły moich w pocałunku.
Czy to prawda? Czy właśnie Liam Payne mnie pocałował?

______________________________________________________________________

Nowy rozdział, nowa autorka. Myślę, że się podoba :)




środa, 13 czerwca 2012

Rozdział XIX


Rozdział 19
Happy new year...






Liam

Następny dzień nie zapowiadał się ciekawie. Zgodnie z dzwonkiem budzika wstałem z łóżka. Do pomieszczenia nie wpadało ani grama słońca. Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się kiedy nastąpi zmiana klimatu. W końcu Londyn nie należał do miast słonecznych, gdzie normą było +30 stopni w cieniu. Dzisiaj niebo było zasłonięte cimną warstwą chmur, z których co jakiś czas spadały ogromne krople deszczu. Jak nic zaraz się rozpada. Leniwie przetarłem powieki dłońmi ziewając przy tym niemiłosiernie. Ruszyłem ku łazience. Z wielką niechęcią odbyłem poranną toaletę. Kolejny dzień, nic nie znaczący. Starałem się ukryć przed przyjaciółmi wszystkie swoje negatywne emocje. Nie chciałem, żeby któryś z nich litował się nade mną. Ubrałem na siebie granatowe spodnie i czerwoną koszulkę. Mocnym szarpnięciem ręki odrzuciłem do tyłu włosy opadające mi na czoło. Ktoś tutaj chyba potrzebuje strzyżenia... Wróciłem do swojego pokoju i usiadłem na brzegu łóżka. Przez moment przyglądałem się ciemnemu niebu, jakby mając nadzieję, że za chwilę z pomiędzy chmur wyżyj słońce. Mój telefon znów dzwonił. Sięgnąłem po wciśnięty między poduszki aparat i odrzuciłem połączenie. Przepraszam Danielle. Jeszcze nie teraz...
- Gotowy? - Drzwi do mojego pokoju delikatnie się uchyliły, a moim oczom ukazała się zaspana twarz Harrego. Przytaknąłem. - Świetnie. To możemy już jechać? Im wcześniej skończymy tym więcej czasu będę miał na odpoczynek. - Harry nie należał do tej części społeczeństwa, która ceniła sobie wczesne wstawanie. Jego normą pobudki była godzina 11, może 12.
- OK, już schodzę. Tamci są już gotowi? - Zapytałem jednocześnie zarzucając na siebie swoją ulubioną granatową bluzę.
- Taaaak. - Ziewną Loczek. - Niall opróżnia lodówkę, a Zayn próbuje założyć Louis'owi skarpetki. Wiesz dobrze jak on nie nawidzi ich nosić... - Wzruszyłem ramionami i razem z przyjacielem opuściłem pokój. Reszta chłopaków czekała już przy drzwiach.
- Musimy wjechać później do sklepu. - Oznajmił Niall.
- Gdybyś tyle nie żarł, pewnie starczyło by jeszcze na tydzień. - Tomlinson tupał nogami z niezadowoleniem. Co chwila schylał się by poprawić buty. - Kurwa, jak można nosić skarpetki?!

Próby zajęły nam jakieś 4 godziny. Miejscówka naprawdę świetna. Na widowni zasiądzie około 30 tysięcy ludzi. Nieźle...
W drodze do domu wstąpiliśmy do TESCO. Horan ładował do wózka wszystko co jadalne. Jednak część tych rzeczy musieliśmy odłożyć na miejsce, gdyż kto normalny płaci 800 funtów za zakupy na jeden tydzień. Gdy w końcu podjechaliśmy pod mieszkanie czekała tam na nas niemiła niespodzianka. Tłum ludzi stał pod budynkiem, i gdy tylko wjechaliśmy na podjazd rzucił się nam na spotkanie. Szybko rozładowaliśmy zakupy i weszliśmy do środka. Oczywiście Niall i Harry nie zawiedli swoich fanek i rozdali kilka autografów. Traktowali to jako "dobrą zabawę, która może się szybko skończyć, więc trzeba z niej korzystać". Louis gdy tylko znalazł się poza zasięgiem krzyczących dziewczyn pozbył się skarpetek. Z wielkim "Achh..." opadł na kanapę. Zayn nosił wielkie paczki z zakupami do kuchni. Chyba przyda mu się pomoc... W mileczeniu rozpakowywaliśmy torby. W końcu ta niezręczna cisza zaczynęła mnie denerwować.
- Zayn, coś się stało? - Zapytałem chowając płatki do szafki.
- Hm? - Malik odwrócił się w moją stronę trzymając w ręku dwie paczki chpsów i kładąc je na stół.
- No wiesz... Zachowujesz się jakoś inaczej.
- Co masz na myśli? - Nierwowo zaczął przygryzać dolną wargę. Dobrze wiedziałem co to znaczy.
- Właśnie nie wiem. Może byś mi to wytłumaczył. Ostatnio zachowujesz się jakoś dziwnie. Cały czas milczysz i gdy tylko czas na to pozwala opuszczasz dom. Pamiętaj, że zawsze możesz nam powiedzieć o co chodzi. - Zayn westchnął ciężko. Nic nie odpowiadając wrócił do rozpakowywania zakupów.
- Przepraszam Liam. - Spojrzałem na niego pytająco. - Tak na przyszłość... - I wyszedł.
O co mu chodzi? Przecież nie ma mnie za co przepraszać. Nic się nie stało przecież. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Harrego.
- Liam, to chyba do Ciebie. - Loczek trzymał skierowaną ku mnie jakąś rzecz.
- Co to? - Podeszłem bliżej i odebrałem przedmiot. To chyba był czyiś zeszyt. Ładnie oprawiony. Obejrzałem go z każdej strony i szybkim ruchem przewinąłem kartki. Wszystkie były odręcznie zapisane.
- Nie mam pojęcia. Leżał przy tylnich drzwiach. Była na nim tylko ta karteczka. - Hazza podał mi mały liścik zagięty w pół. "Liam"
- OK, dzięki.
Rozpakowałem resztę zakupów i z małym, czerwonym jabłuszkiem udałem się do swojej sypialni. Wskoczyłem na wygodne łóżko i przez moment trzymając w ręku 'ten' zeszyt zastanawiałem się kto go tutaj przyniósł. Ugryzłem kawałek jabłka i otworzyłem go na pierwszej stronie. Na samej górze, niesamowicie starannym pismem, widniało zdanie:  Emoc­je… to ta­ki dziw­ny stan, w którym słowa i czy­ny często szyb­sze są od myśli. Zaraz na samym dole był podpis. Danielle Peazer. Serce zabiło mi mocniej, a po całym ciele powędrowło niemiłe uczucie. Mogłem się tego domyślić... Co to tak właściwie jest? Przewróciłem na kolejną stronę. Dan opisała pewną sytuację rodzinną. Na kolejnej wspomniała o swojej przyjaźni z Sophie. Na następnych stronach było podobnie... Wszystko jeszcze z 2010 roku. Czytałem każdy wpis z wielką ciekawością. Śledziłem wszystko uważnie, jak ukochaną książkę. W końcu doszedłem do czegoś niesamowitego. W tym momencie zeszły ze mnie zajgorsze uczucia.

Pamiętacie, kiedy by­liście małymi dziećmi i wie­rzy­liście w baj­ki, marzy­liście o tym, ja­kie będzie wasze życie? Biała su­kien­ka, książę z baj­ki, który za­niesie was do zam­ku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezap­rzeczal­nie w to wie­rzy­liście. Święty Mi­kołaj, Zębo­wa Wróżka, książę z baj­ki - byli na wyciągnięcie ręki. Os­ta­tecznie do­ras­ta­cie. Pew­ne­go dnia ot­wiera­cie oczy, a baj­ki zni­kają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z ba­jek, bo pra­wie każdy na­dal cho­wa w so­bie is­kierkę nadziei, że któregoś dnia ot­worzy oczy i to wszys­tko sta­nie się prawdą. Pod ko­niec dnia, wiara to za­baw­na rzecz. Po­jawia się, kiedy tak nap­rawdę te­go nie ocze­kujesz. To tak, jak­byś pew­ne­go dnia od­krył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Za­mek, cóż, może nie być zam­kiem. I nie jest ważne "długo i szczęśli­wie", ale "szczęśli­wie" i te­raz. Raz na ja­kiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na ja­kiś czas człowiek może na­wet zap­rzeć ci dech w pier­siach. Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie. 
Liam, kochanie, jak długo mogłam czekać? Teraz wiem, że warto wierzyć. Jesteś cudowny. 

Na samym końcu widniało małe, czerwone serduszko. 01.01.2011. Dokładnie pamiętałem tę datę. Jak bym mógł zapomnieć. To w tedy Danielle stała się częścią mnie.


~*~
- Liam, gdzie ty mnie ciągniesz? - Przez śmiech trudno było wymówić jej to zdanie. Nie reagowałem na jej ciągłe pytania tylko prowadziłem przed siebie, poprzez tłum dobrze bawiących się ludzi. - Zaczynam się bać.
- Nie potrzebnie, skarbie. - Ścisnałem jej dłoń jeszcze mocniej.
W końcu doszliśmy. Wysokie wzniesienie z cudownym widokiem na Paryż zapierało dech w piersi. Dziewczyna stanęła obok mnie i tęsknym wzrokiem obejmowała miasto.
- Pięknie... - Wydusiła z siebie i wzrok przeniosła na mnie.
- Ty jesteś piękniejsza. - Na jej policzkach pojawiły się słodkie rumieńce, które tak bardzo kochałem. Jej czekoladowe tęczówki iskrzyły ciągle z tą samą pasją. Długie, brąz włosy falowały na wietrze. Czułem jej zapach. Ten jedyny i niepowtarzalny. Dotknąłem opuszkami palców jej rozgrzanego policzka. Delikatna i perfekcyjna cera. Czuły uśmiech, którym właśnie mnie obdarowywała. Tak, to musi być ona. Ta jedyna na zawsze. Nie miałem już co do tego żadnych wątpliwości. Kochałem ją nad życie. Pragnąłem czuć ją każdego dnia, przytulać co noc i budzić ją rano w swoich ramionach. - Danielle? - Tonąłem. Tonąłem w jej oczach. Podniosłem rękę ku górze i spojrzałem na tarczę zegarka. 23:59. Sekundy pędziły jak szalone. 51...52...53...54...55... Wziąłem głęboki wdech. - Zostań ze mną już na zawsze. - 56...57...58...
- Liam, kocham Cię.
59...
- Danielle, kocham Cię.
00:00. Na niebie pojawiło się tysiące barw, którym towarzyszyły głośne huki i piski. A dla nas świat się zatrzymał. Czas staną w miejscu. Zjednoczeni w solidnym uścisku nie wypuszczaliśmy się nawzajem z objęć. Danielle wplotła swoje delikatne palce w moje potargne włosy i złorzyła na ustach cudowny pocałunek.
- Szczęśliwego nowego roku. - Uśmiechnąłem się do niej i schowałem ją w ramionach. Wiedziałem, że czuje się w nich bezpieczna, kochana. A ja czułem się przy niej kimś naprawdę ważnym. Kimś, komu do szcześcia potrzebna jest ta druga osoba. Czy byłem szczęśliwy? Jak cholera!
~*~


Po moim policzku sączyły się łzy. Po chwili zdałem sobie sprawę, że płaczę. Łkałem jak małe dziecko.
Liam, kocham Cię. 
Czy nadal to czujesz? Nadal mnie kochasz? Co się między nami zepsóło? Co sprawiło, że już nie jesteśmy sobie tak bliscy... Że potrafimy kłócić się o byle sprawę... Że nieświadomie niszczyliśmy to, co było między nami najlepsze, najpiękniejsze. Co do cholery to sprawiło?! 
Danielle, kocham Cię. 
Czy ja nadal to czuję? Tak.
 Nadal Cię kocham? Tak.
 Co się między nami zepsóło? Nie wiem... 












_______________________________________________________________










Już 19 rozdział. Taki tam Liam. <3
Chciałam by był dłuższy, jednak nic z tego nie wyszło. : c
Jejku, bardzo dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze, które strasznie mnie motywują do ciągłego pisania. Gdyby nie one, pewnie dawno bym to wszystko zakończyła. Dziękuję jeszcze raz. : *

Tak na marginesie... Chciałybyście żeby Liam i Danielle znów byli razem? : )
Czekam na różne podpowiedzi w tej sprawie. : d

Pozdrawiam. Kinga. ^_^
















Niall, ty łamago. : D



sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział XVIII


Rozdział 18




Olivia



Następnego dnia obudził mnie zapach robionej jajecznicy. Nie otwierając oczu przeciągnęłam się, rozwalając przy tym na całej długości łóżka. Dłonią próbowałam wyczuć Niall'a, jednak nie było go nigdzie. Otworzyłam zaspane powieki i wygramoliłam się z łóżka. Stanęłam przed małym lustrem w rogu pokoju i szybkim ruchem ręki przeczesałam długie włosy. Wyglądam okropnie... Na mojej twarzy pojawił się grymas. Westchnęłam ciężko i ruszyłam ku drzwiom. Powoli zeszłam po schodach na dół. Z kuchni dobiegały jakieś dziwne odgłosy.
- Aaa, Liam! - Krzyki Niall'a były naprawdę przerażające. - Zrób coś z tym twoim odstającym loczkiem! To mnie doprowadza do szału!
- Co? - Liam chyba się wkurzył. - Teraz też mi coś odstaje?
- Pokaż no się tatusiowi... - Usłyszałam Louis'a. W tym momencie weszłam do kuchni. Tomlinson właśnie poprawiał włosy przyjacielowi. - Teraz już wszystko jest pięknie.
- Dzięki. - Liam posłał wszystkim szeroki uśmiech. Wydawał się być w dobrym humorze. Jednak wiedziałam, że nie wszystko było okej.
- Mi tam ten loczek się podobał... - Wzruszyłam ramionami ciągle opierając się o framugę drzwi. Chłopcy dopiero teraz zauważyli moją obecność. Przez jakiś czas gapili się na mnie z rozdziawionymi ustami. O co im cho...? No tak, to przecież chłopcy, a ja mam na sobie tylko za dużą koszulkę Niall'a. - Zboczeńcy! - Wykrzyknęłam.
- Ej, ej. Nie patrzcie się tak na nią. - Niall podszedł do mnie zasłaniając całym ciałem przed chłopakami.
- Stary, oszczędź... - Louis klęknął na kolanach i złożył ręce jak do modlitwy. Blondyn podszedł do niego i pociągnął za szelki. - Ała, spodnie mi się wpijają. Harry, powedz mu coś!
Loczek stał przy kuchence i smażył jajecznicę. Miał na sobie fartuszek z ilustracją ciała laski w bikini, a na głowie białą czapkę kucharską. Powoli zaczął obracać się w stronę kolegów. Nie był chyba zadowolony z tych wszystkich wrzasków.
- Get out of my kitchen! - Harold zaczął wymachiwać wielką drewnianą łyżką. Louis i Niall spojrzeli po sobie z przerażeniem i ulotnili się z kuchni. Liam patrzył na to wszystko i ledwo co umiał powstrzymać się od śmiechu. - Idioci... - Wycedził Loczek przez zaciśnięte zęby i zabrał się z powrotem do robienia śniadania.
- A ty... - Poczułam na sobie czyiś dotyk. - Idziesz ze mną. - Obruciłam się na pięcie i ujrzałam rozweseloną twarz Blondaska. - Nie chcę narażać Cię Louis'owi... - Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził do łazienki, gdzie czekały na mnie świeże ubrania.
- Niall, skąd ty je wziąłeś? - Zapytałam niepewnie. Po chwili zorientowałam się, że to są moje ciuchy z domu.
- Gdy Harry pojechał odwieść Viktorię to powiedziałem mu, żeby dała jakieś ubrania dla Ciebie.
- Czyli Viki już tutaj nie ma? - Niebieskooki pokiwał głową. - To w takim razie ja też powinnam już iść...
- Zostań chociaż na śniadaniu.
- No nie wiem... - Zastanawiałam się przez moment.
- Proooszę. - Nialler zrobił minkę zbitego pieska, przez co trudno było mu odmówić. Westchnęłam głośno i w końcu się zgodziłam. - Super. - Na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech ukazujący aparat na zębach, a po chwili jego usta złączyły się z moimi. W podskokach udał się do kuchni. Przez jakiś czas stałam nieruchomo, ale po chwili uśmiechnęłam się sama do siebie i delikatnym ruchem opuszków palca dotknęłam swoich ust. Niall, wariacie... Zaśmiałam się i weszłam do łazienki. Poranna toaleta zajęła mi jakieś 15 minut. Dokładnie rozczesałam włosy, które o dziwo nadal były proste, i zabrałam się za zakładanie świeżych ubrań. Boże... I ja mam to ubrać?! Będę wyglądała jak jakaś... Lafirynda. 
- Viki, zabiję Cię. - Powiedziałam ze złością i z niesmakiem wcisnęłam się w ciasne spodenki. Następnie załorzyłam koszulkę i te mega wysokie buty. - Wyglądam jak idiotka... - Westchnęłam przeglądając się w lusterku. - Przecież to jest za małe! - Poprawiłam wpijające się mi w tyłek spodenki i niepewnie wyszłam z toalety. Koszulką Niall'a, którą wcześniej miałam na sobie, próbowałam zakryć gołe nogi. Czułam się dziwnie... Ja się tak nigdy nie ubieram. Ze złością weszłam do kuchni, gdzie cały zespół siedział już przy stole. Louis pierwszy mnie zobaczył i zagwizdał na palcach. Ja tylko spiorunowałam go wzrokiem, na co ten zabrał się z powrotem za konsumowanie jedzenia. Zayn zaksztusił się jedzeniem. Gdyby nie pomoc ze strony Liam'a pewnie by się udusił. Opuściłam głowę w dół i zasiadłam przy stole obok Niall'a. Blondasek ciągle mi się przyglądał z wielkim bananem na ustach.
- Co się tak szczerzysz? - Kopnęłam go pod stołem w kostkę, na co skrzywił się delikatnie.
- No co? - Zaśmiał się. - Nie mogę popodziwiać mojej dziewczyny? - Niall uniósł brwi ku górze, a po chwili śmiesznie nimi zafalował.
Zaraz, zaraz... Czy on właśnie nazwał mnie swoją dziewczyną? Zarumieniłam się i wzięłam łyka pomarańczowego soku. Zayn, Harry, Liam i Lousi wydobyli z siebie ciche 'uuu', co ja zignorowałam.
Po śniadaniu pomogłam Harremu w kuchni. Oczywiście na początku Loczek nie chciał nic słyszeć o zadnej pomocy z mojej strony, jednak ja się uparłam. Niall w tym czasie poszedł do swojego pokoju; Zayn wyszedł przed dom; a Louis pomagał Liamowi zmienić opatrunek na nosie. Co chwila Liam wył z bólu, albo Louis wykrzykiwał coś w stylu 'ale to obrzydliwie'. Razem z Harrym śmialiśmy się z tego.
- Jak wczorajsza randka z Viktorią? - Zapytałam. Na samą wzmiankę o przyjaciółce Harry się rozpromienił. - Rozumiem... - Puścilam do niego lewe oczko i zaśmiałam się.

- Niall! - Krzyknęłam w głąb mieszkania. Po schodach zbiegł przestraszony Irlandczyk i momentalnie znalazł się przy mnie. Był właśnie w połowie zakładania koszuli.
- Co się stało? - Zapytał wystraszony.
- Spokojnie, nic się nie stało. - Zaśmiałam się, a Niall'owi najwyraźniej ulżyło. Czyżby się tak o mnie martwił? Chwyciłam za kołnierz jego koszuli i pomogłam mu zapiąć resztę guzików. - Chciałam się tylko pożegnać.
- Szkoda, że już idziesz... - Niebieskooki zrobił smutną minkę, ale po chwili uśmiechnął się. - Mam jeszcze tylko takie małe pytanko.
- Mhm? - Powoli kierowaliśmy się ku wyjściu.
- W tedy gdy nazwałem Cię moją dziewczyną... Ehm, nie przeszkadza Ci to? - Zawahał się na moment. - W sensie, czy... No wiesz.
- No wiem... - Zaśmiałam się i pocałowałam chłopaka w policzek. - To wielki zaszczyt. - Blondasek uśmiechnął się znacząco i otworzył przede mną drzwi.
- Pani mego serca - Niall złapał mnie za rękę spalatając przy tym nasze palce. - Pozwól, że Cię odprowadzę.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Pożegnałam się jeszcze tylko z chłopakami i wyszliśmy z mieszkania. Przez całą drogę do domu Nialler trzymał mnie za rękę. Gdy zbliżaliśmy się do naszego celu podbigła do nas grupka dziewczyn. Zaczęły piszcześć i wyciągać z kieszeni telefony. Horan zrobił sobie z nimi kilka zdjęć i rozdał wszystkim autografy. Dziewczyny prawie w ogóle nie zwracały na mnie uwagi. Gdy odeszły mogliśmy w spokoju ruszyć dalej. Jednak co jakiś czas trafialiśmy na fotoreporterów, którzy robili nam zdjęcia. No pięknie... Teraz już nie dadzą nam spokoju. Na pewno za chwile te fotki trafią do sieci. Oczywiście nie obejdzie się bez komentarzy ze story fanów. Już się boję... 
Po jakiś 30 minutach dotarliśmy do mojego mieszkania. Na szczęście nie było tam ani rozwrzeszczanych fanek, ani paparazzi.
- A tak w ogóle, to jak Ci się spało? - Nialler stanął przede mną.
- Świetnie. - Przygryzłam dolną wargę i uśmiechnęłam się szeroko. - Właśnie... Na serio uważasz, że pasek Zayn'a marki Gucci jest wieśniacki?
- Co? Skąd ty to wiesz? - Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Relacjonowałeś przez sen cały dzień. - Wybuchłam śmiechem, a Niall zaczerwienił się delikatnie.
- Myślałam, że chłopacy żartują... A jednak. - Podrapał się po głowie. - Mniejsza z tym... Mi też się świetnie spało. Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć.
- Jasne. - Pokazałam mu koniuszek języka. - To... Pa.
- Bye. - Blondasek przyciągnął mnie do siebie i złożył na ustach soczystego buziaka. I w tym momencie błysk fleszy oślepił mi oczy. Chłopak szybko udsunął się ode mnie i bezgłośnie powiedział 'do zobaczenia'. Poszedł w swoją stronę, a za nim dziennikarze. Po drodze zadawali mu jakieś pytania, jednak nic nie zrozumiałam.
Weszłam do mieszkania, gdzie na samym progu wyskoczyła mi Viktoria.
- Wow, świetnie wyglądasz. - Dziewczyna mierzyła mnie wzrokiem śmiejąc się przy tym.
- Zabiję Cię. - Spiorunowałam ją wzrokiem.
- Ja też Cię kocham. - Przyjaciółka pocałowała mnie w policzek i zniknęła w salonie. Ja w tym czasie poszłam się przebrać.






Zayn


Z paczki wyciągnąłem kolejnego papierosa i zapaliłem go. Przypomniał mi się pewien dzień... Gdy byliśmy z chłopakami na podpisywaniu płyt pewna dziewczynka wręczyła mi do ręki prezent. Rozpakowałem go. Była to jasnoniebieska koszulka. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, co na niej było. Na samym środku, wielkimi literami było napisane: Zayn, palenie zabija. Dobrze o tym wiedziałem. W tym momencie się rozpłakałem. Palenie fajek było dla mnie ukojeniem od bólu. Niby niszczyło mnie od środka, powoli zabijało, ale w pewnym znaczeniu było dla mnie podporą. Zacząłem palić od kąd moje życie się skomplikowało. Od kąd poznałem Danielle...
To było jakieś pół roku temu, może więcej. Mieliśmy w tedy koncert w Coventry. Po zejściu ze sceny byliśmy tak podjarani, że urządziliśmy w hotelu imprezę. Osobiście zaprosiłem pare osób, z resztą chłopacy zrobili to samo. Liam dobrze wiedział, że impreza miała być bez lasek, ale mimo to zaprosił Danielle. Swoją dziewczynę. Jakoś nigdy się nią nie interesowałem. Byliśmy przyjaciółmi ze względu na Liam'a. W tę noc wlałem w siebie tyle alkoholu jak nigdy. Niall i Harry ledwo trzymali się na nogach, więc Louis i Liam odprowadzili ich do osobnych pokoi. W pewnym momencie zauwrzyłem jak Danielle wchodzi do mojego pokoju. Poszedłem za nią by dowiedzieć się, czy coś się stało. Podczas imprezy wydawała się być czymś przygnębiona. Siedziała w skupieniu na rogu materaca. Podszedłem do niej i usiadłem obok.
- Cos se stao ? - Wymamrotałem ledwo utrzymując pion. Dziewczyna spojrzała na mnie i delikatnie się uśmiechnęła. Nic nie odpowiedziała.
Pamiętam tylko nasz pocałunek. Pamiętam, jak bardzo tego chciała. Byłem tak pijany, że pozwalałem jej na to. Ocknąłem się dopiero następnego dnia. Leżałem w łóżku. Miałem na sobie tylko bokserki, a obok mnie leżała Danielle. Spała...
Boże, jakie ja miałem szczeście, że nikt się o tym nie dowiedział. Z tego co mi powiedziano, Liam zasną z chłopakami w swoich pokojach. Od tego momentu starałem się unikać Danielle. Bardzo dobrze mi to szło... Aż do wczoraj.

Musimy mu powiedzieć. Zbyt bardzo go kocham, by teraz to przed nim ukrywać... Przykro mi. 


Przestraszyłem się. Przecież, gdy Liam się o tym dowie to mnie zabije. Stracę najlepszego przyjaciela... Niall, Harry i Louis przecież staną po jego stronie. Ale tak na prawdę to nie była moja wina. Danielle wiedziała co robi. Tamtej nocy nie wypiła ani kieliszka. Po części jednak to całe wydarzenie nie dawało mi żyć. Może ona ma rację? Może powinniśmy mu o tym powiedzieć? Cholera, co ja mam zrobić? 
Zapaliłem kolejnego papierosa.
Zayn, palenie zabija...





Liam


Postanowiłem opowiedzieć wszystko chłopakom. Są moimi przyjaciółmi i powinni to wiedzieć. Przez cały czas słuchali mnie w skupieniu. Nikt nic nie powiedział, tylko cisza i spokój. Oczywiście starali się mnie pocieszyć, zrozumieć. Zdziwioło mnie nieco zachowanie Zayna. Był taki... Smutny. Myślał ciągle nad czymś. To coś nie dawało mu spokoju. Nie chciałem go o nic pytać, bo wiedziałem, że prędzej czy później sam nam o tym powie.
Zbliżał się wieczór. Słońce powoli zachodziło. Sięgnąłem po bluzę wiszącą na wieszaku i założyłem ją na siebie.
- Wychodzę! - Krzyknąłem w głąb mieszkania.
- Masz szczęście, że uprzedziłeś... - Usłyszałem z salonu głos Niall'a. Nie chicałem się już więcej razy mu narażać. Mój nos ciągle bolał po wczorajszym ciosie.
Wyszedłem z mieszkania zarzucając kaptur na głowę i ruszyłem przed siebie. Nie chciałem zostać rozpoznany więc na nos włożyłem ciemne okulary. Mimo środka wakacjii, było dość chłodno. Wszedłem do małej kafejki w cenrum miasta i zamówiłem sobie kawę na wynos. Dobrze mi to zrobiło.
Chodziłem tak bez celu jakąś godzinę. Dziwne... Bo ani razu nie pomyślałem o Danielle. Tak naprawdę to chciałem od niej odpocząć. Oczywiście nadal ją kochałem, ale postanowiłem dać nam czas. Gdy wóciłem do domu chłopacy siedzieli grzecznie na kanapie oglądając jakiś mecz. Zayn'a nie było z nimi. Zaczynałem się powoli o niego martwić. Usiadłem obok Niall'a, który ze smakiem zajadał się chipsami.
- Nie wiecie co dzieje się z Zaynem? - Zapytałem nagle.
- A co ma się dziać? - Louis, który był wpatrzony w ekran, przeniósł wzrok na mnie. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Chłopaki, dzwonił dzisiaj Paul. - Harry wstał z miejsca i poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z sokiem w ręku. - Z racji tego, że w sobotę mamy nasz ostatni koncert w Londynie czekają nas w ciągu tygodnia próby. Jutro musimy jechać obczaić miejscówkę i zaśpiewać pare piosenek.
- Myślisz, że będziemy mogli zaprosić Olivię i Viki? - Niall spojrzał na Loczka oblizując palce.
- Tak. Znaczy, Paul chyba nie będzie miał nic przeciwko... - Harold wzruszył ramionami i usiadł w swoim ulubionym fotelu. - Tak więc... Przyjadą po nas o 8 rano.
- Co? Niee... - Louis przeciągnął się i ziewną głośno. - Ja nie dam rady wstać
- Marcheweczko, będziesz musiał. - Loczek puścił do niego oczko i zaśmiał się radośnie.
- W takim razie idę spać... - Tomlinson wstał z miejsca i poszedł na górę.
- Ja chyba też już pójdę. - Posłałem chłopakom ostatnie spojrzenie i ruszyłem do swojego pokoju. Nastawiłem budzik na 7:30 i wziąłem szybki prysznic. Po 30 minutach leżałem już w łóżku. Zmęczony całym dniem zasnąłem dość szybko.




Danielle


Liam, przepraszam Cię za wszystko.
To wszystko co Ci w tedy powiedziałam... Kłamałam. Nigdy mi przez myśl nie przeszło, że Cię nie kocham. Nigdy. Chciałam zakończyć to co między nami jest. Dlaczego? Bo nie zasługuję na Ciebie. Wyrządziłam Ci tyle krzywdy. Miałam nadzieję, że znajdziesz sobie kogoś lepszego ode mnie. Kogoś, kto będzie mógł dać Ci więcej szczęścia ode mnie... Jednak dopiero po tym jak Cię straciłam zrozumiałam jak bardzo ważny dla mnie jesteś. Najważniejszy. Teraz nie chcesz ze mną rozmawiać. Rozumiem. Dlatego mam nadzieję, że przeczytasz chociaż to. Dowiesz się, co tak naprawdę do Ciebie czuje. Oczywiście mogłabym powiedzieć Ci to wszystko prosto w oczy... Ale słowa przeminą, a to co na kartce - pozostanie. 
Ten dzisiejszy wpis będzie ostatni. Postanowiłam, że w końcu pokażę Ci to. Mój pamiętnik, który jest w całości poświęcony Tobie. 
Dziękuję Ci za te wszystkie dni spędzone razem. 
Kocham Cię. 
Danielle.


Zamknęłam zeszyt z przyłożyłam go do piersi. Był dość gruby. Przez ostatnie 2 lata mojego związku z Liamem był wypełniany. Tam znajdują się wszystkie moje myśli, uczucia, obawy... To wszystko jest związene z Liam'em. Chcę mu to pokazać. Mam nadzieję, że przeczyta chociaż ten ostatni wpis. Dzisiejszy wpis. Bo to on w tym momencie jest najważniejszy.






________________________________________________________________




Kolejny rozdział, który w ogóle mi się nie podoba. : ]
Postaram się dodać jak najszybciej kolejny. Tym razem mam nadzieję, że jakoś mi on wyjdzie. ; D



Widziałyście wpis Niall'a na TT? : D Jaram się. < 3



Dziadek Louis'a wczoraj nam kibicował. Też się jaram. <3
A tak w ogóle to co myślicie o wczorajszym remisie? Ja obstawiałam że będzie 2:1. Mimo to chłopcy sobie świetnie poradzili. : )




Jeszcze tylko taka mała informacja. : )

Dziś jest światowa akcja. Wszystkie Directioners i nie tylko oglądają teledyski i słuchają piosenki One Thing. : D Wspierajmy naszych chłopców. Niech wiedzą, że ich kochamy. < 3
















piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział XVII


Rozdział 17





Harry


Polubiłem Viktorię. Naprawdę. Jest świetną dziewczyną i rozumie mnie w każdej kwesti. Na początku byłem trochę inaczej do niej nastawiony ze względu na to, że jest naszą fanką. Ale po bliższym poznaniu okazała się być inna. Cudowna, kochana i taka śliczna. Chciałem pokazać jej to miejsce. Nikogo jeszcze tutaj nie przyprowadziłem, ponieważ wiązało się to z moimi wewnętrznymi przeżyciami. Właśnie tutaj napisałem większość naszych utworów. Teraz chciałem to miejsce dzielić z Viktorią. 
- Jak w ogóle znalazłeś to miejsce? - Dziewczyna siedziała na przeciw mnie uśmiechając się promiennie. Co jakiś czas obracała się by spojrzeć na panoramę Londynu. Robiło się coraz ciemniej przec co miasto rozświetlały oświetlone budynki i ulice. Uwielbiałem ten widok.
- To było dwa lata temu... - Westchnąłem kładąc ręce na stoliku i splatając je w jedność. - Pewnie już wiesz, że kariera moja i chłopaków zaczęła się w XFactor. - Viki przytaknęła głową. - Po tym jak zajęliśmy w programie III miejsce sława zaczęła odgrywać w naszym życiu wielką rolę. Zaczęła się trasa koncertowa, nagrywanie płyty i do tego miliony fanów na całym świecie. Powoli traciłem nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek doznam normalnego życia. Z drugiej strony podobało mi się to. Kasa, dziewczyny i sława... W tedy się zaczęło. Zatraciłem się w tym wszystkim po uszy. Jedyne co było najważniejsze to kariera. Chłopcy powoli mnie nie poznawali, zmieniłem się. Pewnego dnia zrozumiałem, że tak nie może być. Zabrałem ze sobą zeszyt i wyszedłem z mieszkania nie mówiąc nikomu gdzie idę. Sam z resztą tego nie wiedziałem... Cały dzień chodziłem między uliczkami Londynu. Szukałem miejsca gdzie mogę od tego wszystkiego odpocząć. I tak właśnie znalazłem...
- To miejsce. - Niebieskooka dokończyła za mnie. Poczułem na swoich rozgrzanych dłoniach jej dotyk. Miała takie delikatne i zmarznięte ręce. Schowałem jej dłonie w swoich.
- To miejsce pomogło mi... Udało mi się wrócić do normalności. Przyzwyczaiłem się do tego, że gdy idę ulicą każdy mnie rozpoznaje. Chłopaki też to zauwarzyli. Nie raz zadają mi pytania w stylu, kto Cię tak zmienił... - Muskałem opuszkami palców dłonie dziewczyny. - To jednak tajemnica. Tajemnica, którą od dziś dzielę z Tobą.
- Harry... - Przez moment Viktoria zastanawiała się co powiedzieć. Była trochę zakłopotana. - Dziękuję, że mi pokazałeś to wszystko. - Dziewczyna wstała z miejsca i podeszła bliżej krawędzi dachu. Przez dłuższy czas przyglądałem się jej. W końcu wstałem i podeszłem do niej. Niepewnie połorzyłem dłonie na jej biodrach.





Viktoria


Poczułam na sobie dłonie Harolda. Ciepłe, delikatne. Odwróciłam głowę by spojrzeć na Loczka. Ten stał nieruchomo patrząc przed siebie. Nie mogłam uwierzyć w to, co mi powiedział... Czyżby mi ufał na tyle, by mi o tym wszystkim opowiedzieć? Po chwili para zielonych oczu spojrzała na mnie. Harry nachylił się nade mną i połorzył brodę na moim ramieniu. Oplótł mnie rękoma i powolnymi ruchami zaczął nami kołysać na boki.
- Jesteś cudowna... - Usłyszałam ciepły głos przy lewym uchu. Przeszedł mnie miły dreszcz.
- Cieszę się, że mi o tym wszystkim powiedziałeś. - Uwolniłam się z uścisku Harolda i stanęlam na przeciw niego. Połorzyłam dłonie na jego torsie, a on posłał mi swój cudowny uśmiech.
- Ja jeszcze bardziej się cieszę.
Wpatrywaliśmy się w siebie jakiś czas. Nikt nic nie mówił. Cisza i spokój. Po chwili Harry nachylił się bliżej mnie i delikatnym ruchem ręki zagarnął mi opadający na lewe oko kosmyk włosów za ucho. Speszona na moment opuściłam wzrok. Gdy podniosłam oczy z powrotem w górę ujrzałam twarz Harrego. Nigdy nie był tak blisko mnie jak teraz. Na jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. O Boże... On chce mnie pocałować. Nasze usta dzieliły milimetry. Czułam na swoich wargach ciepły oddech chłopaka... DRYŃ, DRYŃ! Odskoczyłam szybko do tyłu i dopiero po chwili zorientowałam się, że Harremu dzwoni telefon. Wkurzony Loczek wyjął z kieszeni urządzenie.
- Czego? - Warknął do słuchawki. - Gdzie? Daleko... A co się...? Tak, z Viktorią. Nie, nie widzałem go. Myślałem, że już wrócił... Jeszcze nie? A dzwoniłeś do niej? Aha...- Przez jakiś czas się nie odzywał. - OK, Niall. Za poł godziny będziemy. Cześć. - Chłopak odłorzył telefon na swoje miejsce.
- Coś sie stało? - Zapytałam niepewnie. Harry zwilżył usta językiem i przeczesał swoje bujne loki dłonią.
- Pamiętasz, jak wczoraj byłyście u nas z Olivą? W tedy Liam gdzieś zniknął. Miał jechać do Danielle...
- Nie wrócił do domu?
- Właśnie... Myślałem, że jest razem z nią. Ale chłopaki dzwonili do niej, i tam go też nie ma. - Harold westchnął głośno. - Przepraszam, ale powinniśmy jechać. Nie chciałem zepsuć tego wieczoru, no ale... Sama widzisz.
- Jasne Harry. Nic się nie stało. - Uśmiechnęłam się do niego. - Teraz najważniejszy jest Liam.
Loczkowi najwyraźniej ulżyło. Chwycił mnie za rękę i pomógł wyjść przez okno, przez które tutaj weszliśmy. Po pięciu mintach siedzieliśmy w aucie. Harry szybko wyjechał z podjazdu zostawiając za sobą chmurę dymu.
- Jeżeli mu się coś stanie... - Harold dodał gazu.
- Spokojnie. - Spojrzałam na niego. On po chwili zrobił to samo posyłając mi przy tym smutny uśmiech.





Niall


- Stary, spokojnie. Usiądź... - Usłyszałem cichy głos Louis'a.
Łatwo było tak mówić. Chodziłem w tą i z powrotem po pokoju. Liam przecież mógł zrobić coś głupiego... Danielle powiedziała mi, że był u niej. Dodała też, że się pokłócili. Liam wyszedł z jej mieszkania i nie wrócił. 
- Zawsze myślałem, że to on jest z nas wszystkich najrozsądniejszy. - Zayn ciągle próbował dodzwonić się do Payne'a. - Cholera, odbierz!
- To nic nie da... - Powoli zbliżyłem się do okna w nadzieji, że ujrzę przyjaciela.
Po chwili przed mieszkaniem zaparkował samochód Harrego. Wyszedł z niego razem z Viktorią. Harry wpadł do mieszkania jak opażony.
- Wrócił? - Podeszłem do Loczka bliżej i pokręciłem przecząco głową. - Gdzie on do cholery jest?!
- Harry, uspokój się. - Zza pleców chłopaka wyłoniła się Viki. - To nic nie da...
- Cześć. - Podeszłem do dziewczyny i przytuliłem ją. - Ty też nic pewnie nie wiesz? - Spojrzałem na nią z nadzieją w oczach. Ta jednak pokręciła przecząco głową.
Usiadłem na brzegu kanapy obok Zayna. Nadal próbował dzwonić do Liam'a.
- Jeżeli do jutra nie wróci... Będziemy musieli to zgłosić. - Louis wyszedł z kuchni trzymając w ręku marchewkę. Zawsze go to uspakajało.
- Mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby... - Harry oparł się o wyspę w kuchni i patrzył przed siebie. Po chwili podeszła do niego Viktoria. On rozłożywszy ramiona schował ją w nich. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy. Nie wiem jak długo to trwało. Pół godziny? Godzina? Po upływie nieokreślonego czasu ktoś wszedł do mieszkania. Zerwałem się na równe nogi, z resztą tak jak wszyscy, i popędziłem ku drzwiom. Przedemną stał Liam, a obok niego Olivia. Moje oczy napełniły się łzami.
- Gdzieś ty kurwa był? - Wykrzyczałem prosto w niego. - Jak mogłeś wyjść tak po prostu i nic nie powiedzieć! - Miałem ochotę go uderzyć. Dłonie zacisnąłem w pięści i zmierzałem ku chłopakowi.
- Przepraszam, ja... - I w tym momencie na jego policzku znalazła się moja pięść.
- Niall! - Ktoś złapał mnie z tyłu za ręce i odciągnął na bok. - Co ty robisz?! - Zayn mierzył mnie wzrokiem.
- Ja... - Nie wiedziałem co się dzieje w okół mnie. Mulat rozluźnił chwyt, przez co swobodnie mogłem się od niego odsunąć.
- Liam, nie ruszaj się... Pokaż. - Odwróciłem się i zobaczyłem Olivię, która przygląda się ranie chłopaka. Po chwili jej wzrok został zawieszony na mnie. Powoli podchodziła do mnie.
- Niall, jak mogłeś to zrobić? To Twój przyjaciel.
Miała rację. Postąpiłem jak idiota. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Ominąłem dziewczynę i po chwili znalazłem się obok przyjaciela. Louis na momen zablokował mi do niego dostęp. Bał się, że chcę mu coś jeszcze zrobić. Jednak Harry odsunął go, przez co znalazłem się obok Liama. Z jego nosa leciała stróżka krwi.
- Przepraszam Cię, Liam. Nie chciałem tego... - Wstrzymałem oddech.
- Jasne, nie jestem zły. Miałeś prawo to zrobć. Gdybym był na Twoim miejscu, pewnie też bym tak postąpił. - Ciemnowłosy posłał mi uśmiech.
- Ugh, naprawdę przepraszam. - Liam tylko wzruszył ramionami, a po chwili znaleźliźmy się w solidnym uścisku. Kochałem go jak brata. Cieszyłem się, że mi wybaczył.

Viktoria i Louis zajęli się nosem Liama. W tym samym czasie Zayn i Harry rozmawiali na temat dzisiejszego dnia. Olivia siedziała w skupieniu na kanapie. Podeszłem do niej niepewnie i usiadłem obok.
- Tęskniłem za Tobą. - Dziewczyna spojrzała na mnie. Po chwili uśmiechnęła się, a ja przytuliłem ją do siebie. - Chodź... - Złapałem ją za rękę i poprowadziłem na górę do swojego pokoju. Nie widziałem jej cały dzień. Chciałem się chociaż przez chwilę nią nacieszyć.




Olivia


Było mi szkoda Liam'a. Z resztą Niall'a też. To co zrobił było... okropne. Jednak pogodzili się. Na szczęście. 
Blondyn zaprowadził mnie do swojego pokoju. Znów ten sam widok. Beżowe ściany i ciemne, drewniane meble. Usiadłam na wygodnym łóżku, a po chwili Nialler znalazł się obok mnie.
- Jak to się stało, że byłaś razem z Liam'em? - Zapytał mieżąc mnie wzrokiem.
Opowiedziałam mu o tym, jak go spotkałam w parku. Powiedziałam także, o jego rozmowie z Danielle. Niall wydawał się być przygnębiony tą całą sytuacją. Z resztą nie dziwiłam się mu. To jeden z jego najlepszych przyjaciół. Rozmawialiśmy dość długo. Cała rozmowa na temat Liam'a. Po jakiejś godzinie zrobiłam się senna.
- Może zostaniecie na noc? - Blondasek uśmiechnął się do mnie zachęcająco. - Już prawie północ.
- Wiesz co... Muszę się zapytać Viki.
- OK. Pójdę z Tobą. - Wstałam z materaca i razem z Niall'em zeszliśmy na dół po schodach. W salonie panowała cisza. Louis leżał na kanapie i oglądał jakiś film.
- Ekhm, gdzie są wszyscy? - Zapytałam.
- Liam poszedł do siebie, Zayn wyszedł na papierosa, a Harry i Viktoria... Właściwie to nie wiem gdzie oni są... - Tomlinson wzruszył ramionami i ponownie skupił wzrok na ekranie telewizora. Niall pociągnął mnie za rękę w kierunku pokoju Styles'a. Zapukał cicho. A gdy nikt nie odpowiedział, postanowił, że zajrzy do środka.
- Jakież to słodkie... - Horan uśmiechną się uroczo i zamkną drzwi. - Śpią. Czyli zostaniecie na noc.
- Chyba tak... - Pokręciłam głową i zaśmiałam się.
- Więc... Może chcesz wziąść prysznic? Albo chcesz coś do jedzenia?
- Tak i tak. - Uśmiechnęłam się do Niall'a idąc w stronę łazienki. - Tylko, że... No... - Gestem ręki wskazałam na swoje ubranie, które nieco było ubrudzone.
- Jasne, zaraz Ci coś przyniosę. - Niebieskooki zniknął gdzieś, a po chwili wrócił z jakimiś ubraniami w ręce. - Jak skończysz to przyjdź do mnie do pokoju.
Przytaknęłam głową i zamknęłam się w łazience. Prysznic zająl mi jakieś 10 minut. Rozłorzyłam ubrania, które wręczył mi Niall. Granatowa bluzka z Jack'a Wills'a i do tego szare spodnie od dresu. Załrzyłam więc bluzkę i po chwili namyślu stwierdziłam, że spodni nie będę zakładać, ponieważ koszulka sięgała mi do połowy ud. Wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju Horana. Nie było go tam. Usidałam więc wygodnie na łóżku i przez chwilę wpatrywałam się w gwieździste niebo.  Po chwili do pokoju wszedł Niall. Miał na sobie białą koszulkę i spodnie w kratkę od piżamy. W rękach trzymał tacę z jedzeniem. Usiadł obok mnie i położył mi na kolana danie.
- Dziękuję. Jesteś kochany. - Musnęłam delikatnie jego policzek. Poczęstowałam się kanapkami i wypiłam szklankę soku pomarańczowego. Oczywiście Niall jadł razem ze mną.
- Wiesz jakie jest moje życiowe motto? - Powiedział w pewnym momencie z ustami pełnymi jedzenia.
- Nie. Jakie? - Spojrzałam na niego.
- Życie jest krótkie, więc trzeba się najeść. - Wybuchliśmy śmiechem. Mój wariat... 
Po skonsumowaniu wszystkiego co było na tacy położyliśmy się pod pościel. Niall szybkim ruchem ręki zgasił małą lampkę przy łóżku. Czułam się dziwnie... Jeszcze nigdy nie byłam z nim tak blisko. Przysunął się bliżej mnie. Mimo, że w pomieszczeniu panowała całkowita ciemność, widziałam jak Nialler się uśmiecha. Delikatnie musnął mój nos opuszkiem palca po czym pocałował to miejsce. Zachichotałam. Teraz błądzł ustami po moim policzku w poszukiwaniu moich ust. Ułatwiłam mu to i po chwili nasze wargi złączyły się w jedność. Poczułam się cudownie... Pierwszy raz gdy mnie pocałował.. wyglądało to zupełnie inaczej. To był tylko nieśmiały buziak. Teraz całował mnie zachłanniej. Coraz bardziej wpijał się w moje usta, delikatnie łaskocząc je koniuszkiem języka. W końcu przestał, a ja mogłam się do niego przytulić. Połorzyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on powolnymi ruchami głaskał mnie po włosach. Wsłuchiwałam się w bicie jego serca do momentu, aż nie zasnęłam...




Liam


Niall był naprawdę na mnie wkurzony. Trochę zdziwiło mnie to, że mnie uderzył. Zawsze był opanowany... Ale nie miałem mu tego za złe. Rozumiałem go. 
Leżałem w swoim łóżku długi czas. Nie mogłem zasnąć. W głowie wciąż miałem twarz Danielle. Łzy same napływały mi do oczu. Chwyciłem za swój telefon i włączyłem Twitter'a. Dodałem krótki wpis:

Jeśli ktoś był dla Ciebie ważny, nie zapomnisz go. I nieważne ile bólu Ci sprawił, serce nigdy go nie odrzuci.


Właśnie... Nie mogłem tak po prostu zapomnieć o Danielle. Zbyt bardzo ją kochałem. Tak na prawdę to nie wiedziałem co ona czuje do mnie... Czy ona też mnie jeszcze kocha? 





Danielle


Jeśli ktoś był dla Ciebie ważny, nie zapomnisz go. I nieważne ile bólu Ci sprawił, serce nigdy go nie odrzuci.


Wpis Liama na TT nie dawał mi zasnąć. Byłam niesamowicie zła na siebie, że tak go potraktowałam. Martwiłam się, gdy nie odbierał ode mnie telefonów. Bałam się, że jeszcze coś sobie zrobi. Tak na prawdę to go okłamałam. Wcale nie jest tak, że ja go nie kocham... Na pewno nie. Kocham go najbardziej na świecie. To dlaczego powiedziałam mu, że to koniec? Miałam nadzieję, że znajdzie sobie kogoś lepszego. To co zrobiłam... On nie może się o tym dowiedzieć. Chciałam to zakończyć, by dać mu szczęście. Nie zasługiwałam na niego. Z drugiej strony chciałabym, żeby był przy mnie już zawsze. Przytulał, całował i prawił komplementy. Nie chcę go okłamywać... Mogę tego żałować... Ale wolę, żeby się dowiedział.
Wyjęłam z kieszeni telefon i napisałam krótką wiadomość:
Musimy mu powiedzieć. Zbyt bardzo go kocham, by teraz to przed nim ukrywać... Przykro mi. 
Kat, Niall, Oliver, Jake... Szukałam odpowiedniego numeru. Jest. Zayn. Wyślij.
















czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział XVI


Rozdział 16






Viktoria



Następnego dnia obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Niechętnie wyciągnęłam dłoń po telefon leżący na półce obok. Wzięłam go do ręki i szybkim ruchem odblokowałam klawiaturę. "1 nowa wiadomość od: Mama". Westchnęłam ciężko i wcisnęłam przycisk "pokaż".
Córeczko, odezwij się. Powiedz tylko, że jesteś bezpieczna i nic ci nie jest... - Brzmiała treść wiadomość. Odłożyłam telefon na poprzednie miejsce i powoli wygramoliłam się z pościeli. Nie chcąc obudzić Olivii po cichu wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni i usiadłam przy stole. Przez okno przebijały się delikatne promienie słońca.
Tutaj jest zupełnie inaczej. Polska nie jest chyba dla mnie. Londyn, to co innego. Tutaj każde marzenia się spełniają. Ale właściwie czemu nie powiedziałam o tym rodzicom? Powód był prosty... Miałam dość ich ciągłych kłótni o byle co. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że nie zwracali na mnie mniejszej uwagi. Musiałam to zrobić. Musiałam uciec z Wrocławia. Nie powiedziałam o tym mamie ani tacie... Nikomu. A Olivii? Powiedziałam jej, że rodzice pozwolili mi przylecieć do Londynu na wakacje... Chyba źle zrobiłam, że jej o tym wszystkim nie powiedziałam... I do tego ten SMS od mamy. Czyżby dopiero teraz zauważyła moją nieobecność w domu? Ta, przecież czy ja kiedyś ją obchodziłam? Nawet zapomniała o moich osiemnastych urodzinach. Ojciec pamiętał... Ale i tak go nienawidzę. Zaraz... Nienawidzę? Po moim policzku popłynęła łza. Delikatnym ruchem ręki starłam ją. Tak. Nienawidzę go. Nienawidzę jego i mamy! To wszystko było zbyt trudne... Moim jedynym ratunkiem, żeby od tego wszystkiego się uwolnić, była Anglia. Miałam takie szczęście, że Olivia właśnie tutaj się znalazła. Ona ma cudowną rodzinę... Kochającą. Ja natomiast o swojej nie mogłam tego powiedzieć. Kiedyś próbowałam dojść do porozumienia z rodzicami. Ale po paru latach straciłam cały ten zapał. Stali się dla mnie obojętni. Czy są, czy ich nie ma - mam to gdzieś. Sami stworzyli taką rodzinkę, więc niech teraz sami to naprawiają. Nie mam zamiaru im mówić gdzie jestem i kiedy wrócę. Nie odpowiem mamie na tego cholernego SMS'a. Mam ich gdzieś! 
Ze złości uderzyłam pięścią o stół. Płakałam. Przez nich...
Siedziałam w milczeniu mocząc rękawy piżamy łzami. Nie miałam ochoty ruszać się z miejsca. Po jakimś czasie usłyszałam kroki Olivii.
- Hej Vikuś. Nie śpisz już? - Dziewczyna ziewała i zmierzała w moim kierunku. Była na tyle blisko, że zdążyła się zorientować, że coś jest nie tak. - Viktoria, co się dzieje? - Olivia usiadła na przeciw mnie. - Ty pł... Czemu płaczesz? Hej, kochanie. Co jest? - Po chwili znalazła się obok mnie i przytuliła mocno do siebie. Teraz rozpłakałam się na dobre. Przyjaciółka pozwoliła na to, bym wypłakała się do końca. Gdy trochę ochłonęłam postanowiłam powiedzieć jej całą prawdę. Ta słuchała mnie przez ten cały czas w skupieniu.
- Viktoria, czemu mi tego nie powiedziałaś wcześniej? Boże... Tak mi przykro. - Ciemnowłosa płakała razem ze mną.
- Nie wiem... Ja... Sama nie wiem... - Jąkałam się. - Dziękuję Ci Olivia...
- Ale za co? - Dziewczyna złapała mnie za rękę.
- Za to, że jesteś... - Odpowiedziałam. - Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. Zawsze mnie rozumiałaś, i teraz też mnie rozumiesz. Nie wiem co by było, gdyby nie Ty. Kocham Cię.
- Ja też Cie kocham... I nie płacz już. - Olivia próbowała mnie pocieszyć.
Dopiero po jakiejś godzinie obie się opanowałyśmy. Postanowiłam wziąć kąpiel. Udałam się więc do sypialni i próbowałam znaleźć jakieś ubrania na dzisiaj. Hmm... Nie chcę całego dnia spędzić na wypłukiwaniu się z łez. Jest jak jest, nic się nie zmieni. Dzień dopiero się zaczyna. Kto wie co przyniesie? W tym samym momencie usłyszałam mój telefon. Szybko znalazłam się przy półce i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Harry. Moje serce zabiło szybciej. Wzięłam urządzenie do ręki i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Cześć Harry.
- Hej. - Po drugiej stronie usłyszałam ciepły głos Harolda. - Masz może jakieś plany na wieczór?
- Ehm... - No cóż, dzień dopiero się zaczyna. - W zasadzie to nie.
- Świetnie. To może miałabyś ochotę się ze mną spotkać?
- Z przyjemnością. - Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Więc bądź gotowa o 19:00. Przyjadę po ciebie.
- OK. A gdzie chcesz mnie za... - Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ Loczek mi przerwał.
- Niespodziewanka. - Wykrzykną do słuchawki, na co oboje zaczęliśmy się chichrać. - To do zobaczenia wieczorem. Trzymaj się.
- Pa. - Odpowiedziałam krótko i rozłączyłam się.
Od razu jakoś mi się tak humor poprawił. Harry był naprawdę wspaniałym chłopakiem. Wcześniej oczywiście też tak uważałam. Osobiście byłam jego wielką fanką... A teraz? Harry Styles zaprosił mnie na... Właśnie, na co? Czy to... Randka? Pisnęłam. Wcześniej znałam go tylko z gazet czy stron internetowych... To wszystko jest niesamowite... W tym momencie nie miałam ochoty zawracać sobie głowy rodzicami. Odganiałam od siebie wszystkie myśli na ich temat. Całkiem nieźle sobie z tym radziłam. Po chwili wróciłam do wybierania ciuchów. Postanowiłam, że założę to. Była dopiero godzina 12:00. Na spotkanie z Harrym chciałam założyć coś zupełnie innego... Tylko co? Wybiegłam szybko z pokoju z ubraniami w ręce.
- Olivia! - Krzyknęłam w głąb mieszkania.
- Co się dzieje?! - Wystraszona dziewczyna wybiegła z kuchni.
- Idziemy dzisiaj na zakupy. Zwijaj się szybko, bo dnia nam nie starczy...
- Ooo, humorek Ci się już poprawił? - Olivia uniosła brwi ku górze. - I co cię tak tchnęło na te zakupy?
- Umówiłam się z Harrym i kompletnie nie mam się w co ubrać.
- Mhm, teraz już wszystko jasne. - Szatynka zaśmiała się i dodała coś w stylu, że będzie gotowa za godzinę i w tedy pójdziemy na miasto.
Z ciuchami w ręce udałam się do łazienki i odbyłam poranną toaletę.









Olivia



Byłam w szoku, gdy Viktoria opowiedziała mi tą całą historię. W ogóle nie spodziewałam się czegoś takiego... Strasznie zrobiło mi się jej szkoda. Wiedziałam, że teraz będzie potrzebowała mojego wsparcia. I ja oczywiście jak najbardziej chcę jej w tym wszystkim pomóc. Szybko jednak się pozbierała. Dzięki Harremu. On jest naprawdę dobrym chłopakiem. Pasują do siebie z Viką. Mam nadzieję, że się nie mylę...
Gdy Viktoria wyszła z łazienki, postanowiłam także się odświeżyć. Wyciągnęłam z szafy to i ruszyłam do toalety. Ogólne ogarnięcie się zajęło mi jakieś pół godzinki. Nie więcej... Gdy wyszłam z łazienki na stole w kuchni stało śniadanie. Chociaż można było i to nazwać obiadem, skoro była już godzina 12:00. Viktoria zrobiła jajecznicę... Mniam... Zasiadłam do stołu i zaczęłam jeść danie. Viktoria siedziała na przeciw mnie i także ze smakiem zajadała się jajecznicą. Po "śniadanio-obiedzie" posprzątałyśmy i wyszłyśmy na miasto. Dojście do centrum zajęło nam dobrą godzinkę.
- Gdzie tak w ogóle Harry Cię zaprosił? - Zapytałam biorąc łyka gorącej kawy, którą kupiłam sobie w małej budce kilka metrów stąd.
- Powiedział, że to niespodzianka... - Viktoria uśmiechnęła się do mnie i otworzyła drzwi do jakiegoś wielkiego sklepu.
- Czyli nic nie wiesz? - Dziewczyna pokiwała głową. - Co on może wymyślić? - Zaśmiałam się radośnie.
- Właśnie... Już się boję. - Blondynka zrobiła przerażoną minę, ale po chwili uśmiechnęła się do mnie promiennie.
Zaczęłyśmy rozglądać się po sklepie w poszukiwaniu odpowiednich ciuchów dla Viki na wieczór. Nie bardzo wiedziałyśmy gdzie Loczek chce ją zabrać, to też trudno było nam wybrać ubrania. Szłam tak pomiędzy półkami, gdy mój wzrok przykuła śliczna sukienka. Od razu pokazałam ją przyjaciółce.
- Jest śliczna, naprawdę. - Viktoria zdięła sukienkę z wieszaka i mierzyła ją wzrokiem.
- To na co czekasz? Idź przymieżać. - Posłałam Viki słodki uśmiech i pchnęłam ją w stronę przymieżalni.
Blondynka schowała się za drzwiami i po 5 minutach wyszła z powrotem. Wyglądała cudownie. Przyniosłam jej w między czasie czarne wysokie buty, w których teraz wyglądała niesamowicie. Długie blond włosy opadały jej na ramiona, co dodawało wszystkiemu dziewczęcego wyglądu.
- Jeżeli ty tego nie kupisz, to ja ją kupię za Ciebie... - Westchnęłam głośno.
- Myślisz, że to odpowiedni strój? Spodoba się Harremu?
- Tak! - Wykrzyknęłam, przez co pare osób w sklepie zmierzyło mnie przerażającym spojrzeniem.
- Okej, zdaję się na Ciebie. - Viktoria uśmiechnłęa się i jeszcze kilka razy przejżała w dużym lustrze. - W sumie to... Wyglądam super! - Obie zaczęłyśmy się śmiać.

W końcu koniec... Nogi strasznie mnie bolały i już dłużej nie miałam ochoty chodzić po sklepach. Właśnie zmierzałyśmy w stronę naszego mieszkania.
- Oli, masz może ochotę na frytki? - Niebieskooka ruchem głowy wskazała małą budkę z fast-foodami.
- Nie. Sama wiesz, że nie jadam takich rzeczy. - Odpowiedziałam krótko. Dziewczyna jednak wzruszyła ramionami i pociągnęła mnie za rękę w stronę jedzenia. Stanęłyśmy w kolejce, która na prawdę była dość długa. Za nami stały dwie dziewczyny. Miały może 15 lat, może więcej. Strasznie się z czegoś cieszyły.
- Co im jest? - Viki szturchnęła mnie w ramie śmiejąc się przy tym. Ja tylko pokiwałam głową, dając tym samym znać, że nie wiem. Postanowiłam bardziej wsłuchać się w rozmowę dziewczyn za nami.
- Serio? - Zaczęła jedna z nich. - Mama obiecała mi dołożyć. Ja sama mam uzbierane jakieś... Trzysta funtów? Myślisz, że starczy?
- Chyba tak... - Odpowiedziała druga. - Ja mam czterysta. Aaa, nie mogę się już doczekać! Jeszcze tydzień i ich zobaczymy! - Piszczały oby dwie.
- Gdy zobaczę Liam'a to chyba zemdleję...
- Albo Louis'a... Niall'a, Zayn'a...
- Harrego! Wszystkich!
Dziewczyny wykrzykiwały imiona chłopaków, przez co ktoś zwrócił im uwagę by zachowywały się ciszej. Te jednak nadal korespondowały między sobą o jakimś koncercie One Direction w przyszłym tygodniu... Nagle poczułam jak Viki trąca mnie łokciem.
- O jakim koncercie one mówią? Niall coś wspominał?
- Właśnie też nic nie wiem... Może się ich zapytamy?
Viki uśmiechnęła się do mnie poczym odwróciła się w stronę fanek.
- Hej dziewczyny. Usłyszałam jak rozmawiałyście o jakimś koncercie. Możecie podać mi szczegóły?
- W piątek chłopcy z 1D mają koncert w centrum. Z resztą... Tam macie dokładniejsze informacje. - Ciemnowłosa dziewczyna wskazała palcem wielki plakat wiszący na przeciwnym budynku. Jakim cudem go nie zauważyłyśmy?
 - Okej, dzięki. - Viktoria posłała w stronę dziewczyn uśmiech i po chwili odwróciła się w moją stronę.
Przyszła nasza kolej na złożenie zamówienia. Przyjaciółka kupiła sobie wielką porcję frytek. I ona ma to wszystko w siebie zmieścić? Byłam pełna podziwu. Pociągnęłam Vikę za rękę w stronę wielkiego plakatu. Na samym środku widniało zdjęcie chłopców, a nad nim wielki napis "ONE DIRECTION Koncert 23.07.12. - Centrum Londynu.". Pod spodem zostały podane dokładne informacje dotyczące koncertu. Czemu Niall nic mi nie powiedział?
W drodze do domu zastanawiałyśmy się, dlaczego to chłocy nic nam o tym nie powiedzieli. Jednak doszłyśmy do wniosku, że jeżeli będą chcieli to nas o tym poinformują. Gdy doszłyśmy do mieszkania dochodziła godzina 17:30. Viki wparowała od razu do toalety. Krzyczała, że ma tylko półtorej godziny na przygotowanie się. Ja tylko stałam z boku i śmiałam się z niej. Czyli wieczór zapowiada się nudnie. Viktoria pójdzie na randkę z Harrym, a mnie zostawi samą. Z drugiej storny byłam bardzo zadowolona, że Viki jest szczęśliwa. Mogła w ten sposób odpocząć od rodziny... Dzięki Haroldowi. Świetny z niego chłopak. Udałam się do kuchni z nadzieją na to, że znajdę coś dobrego w lodówce. Jednak musiałam zadowolić się wczorajszym kurczakiem. Siedziałam przed telewizroem zajadając się daniem. Po pół godzinie z łazienki wszyła Blondynka.
- I jak? - Zapytała wchodząc do salonu. Wyglądała cudownie. Jeszcze lepiej niż w tym sklepie. Długie proste włosy miała zagarnięte do tyłu. Oczy podkreślone ciemną kredką... I do tego ta sukienka...
- Aaa! Wyglądasz ślicznie! - Wykrzyknęłam. - Poczekaj tutaj. - Wstałam z kanapy i wyciągnęłam z torebki telefon. - Muszę zrobić Ci zdjęcie. - Viki zapozowała, a ja w tym czasie zrobiłam jej fotkę. Na koniec przytuliłam się do przyjaciółki. Pachniała równie cudownie.
- Za 20 minut Harry przyjedzie. Jakieś rady? - Dziewczyna usiadła obok mnie na kanapie i wpatrywła się we mnie.
- Hmmm... Bądź sobą. Ale nie przeraź go zbytnio. Chociaż... Przy nim robisz się inna.
- Jak to 'inna'? - Zapytała zdziwiona.
- No nie wiem. Jesteś bardziej opanowana. Nie to co kiedyś... Zawsze lubiłaś być w centrum zainteresowania.
- Masz rację. Harry tak na mnie działa. - Viktoria zaśmiała się radośnie.
Nagle usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. 18:46. Viktoria spojrzała na mnie pytająco i ruszyła ku drzwiom. Wzrokiem już jej nie widziałam.









Viktoria



- Cześć. - Harold stał przede mną trzymając w ręku czerwoną różę. Przez moment wpatrywał się we mnie z rozdziawionymi ustami, jednak po chwili ocknął się. - Ślicznie wyglądasz. - Zaczerwieniłam się. Loczek wręczył mi kwiatka do ręki, za co dostał ode mnie buziaka w policzek. Sam wyglądał bardzo ładnie. Ciemne spodnie i biała koszula. Ciekawe gdzie chce mnie zabrać. 
- Hej Harry. - Z końca korytarza wyłoniła się Olivia. Chłopak pomachał do niej i również się przywitał. - Opiekuj się nią dobrze, bo inaczej... - Dziewczyna pogroziła mu palcem.
- Spokojnie. - Ciemnooki odezwał się podnmosząc ręce do góry w geście poddania. - Viktoria jest pod dobrą opieką.
- Mam nadzieje, Haroldzie. To miłej zabawy. - Olivia uśmiechnęła się do nas i zniknęła w głębi mieszkania.
- To co, gotowa? - Harry połorzył dłoń na moich plecach.
- Chyba tak. - Sprostowałam. Po chwili siedziałam już w aucie Loczka. Chłopak zasiadł za kierownicą i odpalił silnik. Odjechaliśmy z podjazdu. - Może powiesz mi gdzie jedziemy?
- To ma być niespodzianka. - Harry spojrzał na mnie z uczuciem. Wiedziałam, że nie doczekam się odpowiedzi. Przez całą drogę milczeliśmy. Nie było to krępujące. Po jakichś 10 minutach auto stanęło. Harry pomógł mi wysiąść po czym złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w jakieś miejsce. Nie miałam pojęcia gdzie się znajdujemy. Nadal byliśmy w mieście, jednak zdala od jakiejkolwiek cywilizacji. Cisza i spokój.
- Zawsze lubię tu przychodzić. Nikomu jeszcze nie pokazywałem tego miejsca... - Odezwał się po chwili. - Myślę, że spodoba Ci się. - Harry posłał mi szeroki uśmiech, przez co na jego policzkach ukazały się słodkie dołeczki. Weszliśmy do jakiegoś budynku. Od razu zorientowałam się, że nikt w nim nie mieszka. W niektórych miejscach były dziury, a w oknach brakowało szyb. Weszliśmy po schodach na strych.
- Oważaj na głowę. - Harry nachylił się i otworzył niewielkie okno w suficie. Wyszedł przez nie jako pierwszy, następnie pomógł mi. Sprawiło mi to trochę kłopotu, ponieważ miałam na sobie dość wysokie buty. Gdy stanęłam w końcu na nogach moim oczom ukazał się cudowny widok. Panorama Londynu. To było coś niesamowitego... Zrobiłam kilka kroków do przodu i dopiero teraz zauwarzyłam mały stoliczek, który był ślicznie przystrojony. Dwie małe świeczki na środku i talerzyki.
- Tu jest pięknie. - Westchnęłam ciężko.
- Prawda? - Harold podszedł do mnie. - Jesteś pierwszą osobą, której to pokazałem.
- To zaszczyt. - Uśmiechnęłam się do niego i delikatnie musnęłam jego policzek. Harry był wysoki przez co musiałam wspiąć się na palcach. Poprowadził mnie do stolika i usadowił przy nim. Sam usiadł na przeciw mnie. Wpatrywaliśmy się nawzajem w swoje oczy. Chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie...
[...]







Olivia


Co by tutaj zrobić? Nudno tutaj bez Viktori. Może pójdę na spacer? Tak, to chyba dobry pomysł.
Wstałam z kanapy, na której siedziałam prawie od godziny, i udałam się do pokoju. Sięgnęłam do szafki przy łóżku i wyciągnęłam z niej kolorowe słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i wyszłam z mieszkania. Klucze włorzyłam do kieszeni spodni i ruszyłam przed siebie. Włożyłam słuchawki do uszu i nastawiłam piosenkę Kings Of Leon - Use Somebody. Miałam ochotę odizolować się od świata. Szłam powoli omijając dziury w chodniku. Po jakimś czasie zadzwonił mój telefon. Mama. Dawno z nią nie rozmawiałam.
- Halo? - Odezwałam się po polsku.
- Cześć słoneczko. - Po drugiej stronie usłyszałam ciepły głos mamy. - Co u was słychać?
- Wszystko w porządku. A co u Ciebie i taty?
- U nas tak samo. Bardzo za Tobą tęsknimy...
- I właśnie się tak zastanawialiśmy czy nie wynająć komuś Twojego pokoju. - Usłyszałam w słuchawce głos taty.
- Tato! - Wiedziałam, że żartuje.
- Adam, nie denerwuj jej. - Mama uciszała ojca.
- Właśnie tato, nie denerwuj mnie. - Zaśmiałam sie radośnie. - Bardzo za wami tęsknię.
- Oj, córeczko. Jeszcze półtora miesiąca i będziemy znów razem. Nie martw się. Ale mam nadzieję, że Londyn Ci się podoba.
- Tak, jest świetny. - Rozejrzałam się podziwiając obraz dookoła. Nagle mój wzrok zawiesił się na pewnej postaci. To był chłopak. Siedział na ławce w parku. Nieprzytomnie patrzył przed siebie. Zaraz, zaraz... Czy to...? Liam? - Ugh, muszę już kończyć. - Oznajmiłam do telefonu. - Zadzwonię później. Pa.
- Pa córeczko. - Wcisnęłam czerwoną słuchawkę.
Co on tutaj robi? Podchodziłam niepewnie w stornę bruneta. Ten siedział w ciągłym skupienu. Wydawał się być smutny...
- Liam? - Odezwałam się w jego stronę. Para załzawionych oczu spojrzała prosto na mnie.







Liam



Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie. Oczywiście nie sądziłem, że tak szybko. Odkąd pamiętam Danielle była dla mnie najważniejsza. Była, jest i nadal będzie. Od jakiegoś czasu było między nami źle. Coraz częścieś się kłóciliśmy. Nawet o najdrobniejszą sprawę. Ponadto widywaliśmy się coraz rzadziej. Jako, że ona jest tancerką poświęcała dużo czasu na treningi. Natomiast ja miałem zespół. Ciągłe próby oddalały nas od siebie. Oboje mieliśmy do wyboru : Kariera albo miłość. Zastanawiałem się nad tym od paru dni. Kochałem Danielle i nie chciałem jej zostawiać. Byłem w stanie poświęcić się dla niej... Zostawić zespół, przy czym jednak nie rezygnować z przyjaźni z chłopakami. Dzisiaj pojechałem do niej. Odziwo znalazła czas na spotkanie się ze mną. Powiedziałem jej w tedy, że jest dla mnie najważniejsza. Że nieważne co się stanie, ja zawsze będę przy niej. Miałem nadzieję, że ona myśli dokładnie tak samo... Że kocha mnie i już na zawsze będziemy razem. Jednak tego co mi powiedziała nie spodziewałem się nigdy. 


- Liam, to wszystko co było między nami... Już nie wróci. - Patrzyła na mnie takim smutnym wzrokiem. Miałem ochotę przytulić ją do siebie, pocałował jak nigdy do tąd. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze... Że to tylko zły sen, nie rzeczywistosć. - Tyle razem przeszliśmy. Ty zawsze byłeś przy mnie. Ale spójż... Coraz rzadziej się widujemy, za to coraz częścieś kłócimy. Ja już mam tego dosyć. - Po jej policzku popłynęła samotna łza. - Liam...? Liam, proszę powiedz coś.
Nie miałem ochoty jej już słuchać. Oczy zaszkliły mi się przez co prawie nic nie widziałem. Odwróciłem się na pięcie i z wśiekłością wyszedłem z mieszkania. Czasnąłem drzwiami i ruszyłem przed siebie, dobrze znaną mi drogą.

I po tym wszystki ona mówi mi, że to już koniec? Czy ona tak naprawdę mnie kochała? Gdyby tak, to nie rezygnowała by z nas. Nie poddawała by się. Walczyła by, tak jak to ja walczyłem. Schowałem twarz w dłoniach i dałem opust łzom. Moje dłonie coraz bardziej mokły. Miałem ochotę rzucić się pod pociąg...
- Liam? - Usłyszałem czyiś głos. Podniosłem głowę i spojrzałem na dziewczynę.
- Olivia? Co ty tutaj robisz? - Wzdrygnąłem się i szybkim ruchem dłoni otarłem policzki z łez.
- Przechodziłam niedaleko... - Dziewczyna niepewnie usiadła obok mnie na ławce. - Liam, czy coś się stało? - Nie odpowiedziałem. - Możesz mi powiedzieć. Naprawdę...
Nie wiem co ona ma w sobie takiego, ale ufałem jej. Olivia to cudowna dziewczyna. Wysłuchała mnie i próbowała pocieszyć.
- Możliwe, że nie byliście sobie pisani. Może Danielle była zmęczona tymi ciągłymi kłótniami. Osłabiało ją to. Nie powinieneś się załamywać, przecież nie wszystko stracone. Myślę, że jeszcze raz powinieneś z nią porozmawiać... To może wiele zmienić.
Tak... Porozmawiam z nią. Ale nie dzisiaj. Ani jutro. Jeszcze nie wiem kiedy. Narazie chcę od tego wszystkiego odpocząć.
- Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałaś. Naprawdę... - Spojrzałem na nią i wymusiłem uśmiech. Olivia poprostu mnie przytuliła. Brakowało mi tego...
[...]













sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział XV


Rozdział 15







Jego oczy błyszczały jak nigdy dotąd. Ten piękny kolor jego tęczówek. Morski błękit. Przyżekam, że nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. W jego drżącym głosie dało się wczyuć coś w rodzaju niepewności, tak jakby bał się czegoś. Przez myśl przebiegło mi milion myśli. Gdybyś wiedział jak ty na mnie działasz... Miałam niesamowitą ochotę rzucić się na Blondaska i nie wypuszczać go z objęć. Jednak zachowałam resztki godności i tylko wydusiłam z siebie krótkie "Tak?". Ten opóścił głowę w dół i chwycił moją dłoń. Jego była taka delikatna, ciepła... Zaczął bawić się moimi palcami. Od środka czułam, jakbym płonęła. Z pewnością wyglądałam w tym momencie jak burak. Niall nie wyglądał lepiej. Jego policzka były nadzwyczajnie różowe. Jaki on jest słodki. 
- Olivia, bo ja już od dawna się zastanawiam... I nie daje mi to spokoju. - Niebieskooki zabrał głos. Wiedziałam, że jego wypowiedź nie skończy się za prędko. - W tedy gdy Cię pierwszy raz spotkałem, o ile w ogóle można nazwać to spotkaniem, gdy nawiązaliśmy rozmowę... Ja poczułem coś takiego... Sam nie wiem co. Takie mocne udeżenie, tutaj. - Nialler połorzył moją dłoń na miejscu, gdzie znajdowało się jego serce. - Wiesz, ja dużo nad tym myślałem. Bo za każdym kolejnym razem, gdy Cię widziałem, gdy myślałem o Tobie, to to uczucie nagle się pojawiało. - Przerwał. Cisza.
- Niall, ja... - Zmieszana całą sytuacją zagłuszyłam dokładną ciszę.
- Tak, ty. - Zatonęłam w jego błękitnych oczach po raz kolejny. - Ty zmieniłaś mój świat. Nigdy wcześniej nie poznałem kogoś takiego... - Niall posłał mi nieśmiały uśmiech, ukazując swój aparat. Po chwili wstał z miejsca i chwycił gitarę, która stała oparta o ścianę w rogu pokoju. Przełożył sobie pasek przez ramię i delikatnymi ruchami zaczął uderzać o struny. Melodia wędrowała prosto do mojego serca. Niall był trochę zawstydzony, a jego policzki nadal były różowe. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek. Cudowny i jedyny obraz... - You know I'll be Your life, your voice, your reason to be. My love, my heart is breathing for this moment in time I'll find the words to say. Before you leave me today... - Jego głos ciągle dudnił mi w uszach. Oczywiście wcześniej już słuchałam piosenek One Direction i mniej więcej kojarzyłam ten utwór. Jednak myślałam, że głosy chłopaków są poddawane jakiejś metamorfozie w studiu nagraniowym, więc byłam w totalnym szoku, gdy usłyszałam Niall'a na żywo. Nie chciałam, aby przestawał. Ten jednak odłożył instrument na bok i usiadł obok mnie.
- To było piękne. - Powiedziałam cicho. Niall musiał to usłyszeć bo nieco się skrępował. Po chwili jednak spojrzał na mnie.
- Już wiem czym jest to uczucie. - Zawachał się na moment. - Olivio, zakochałem się. Zakochałem się w Tobie. - Zaraz wybuchnę. Czyli on czuł dokładnie to samo co ja? 
- Ja... Niall, ja nie wiem... - Jąkałam się jak głupia. Powiedz mu to idiotko! - Bo ty... Przez ten czas... I ja... - Blondyn położył swoją dłoń na moim rozgrzanym policzku, delikatnymi ruchami opuszków palców smyrał go. - Przepraszam, ja po prostu nie wiem co po... - Zaraz, co on...? Nie zdążyłam nawet o tym pomyśleć, a na moich ustach poczułam delikatne wargi Niall'a. Były tak ciepłe, miękkie, delikatne... Przez moment byłam jakby w transie, zamurowało mnie. Niebieskooki przysunął się bliżej mnie i tak po prostu przytulił do siebie. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Nie wiem ile czasu byliśmy tak blisko siebie... Minuta? Dwie? Albo kilka sekund? W pewnym momencie Niall chciał się odsunąć, ale ja mu na to nie pozwoliłam. Trzymając go w objęciach czułam się taka... Bezpieczna.
- Niall, jesteś wspaniały. - Moje oczy zaszkliły się. Chłopak w końcu uwolnił się z mojego uścisku.
- To ty jesteś wspaniała... - Złożył na moim policzku soczystego buziaka. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił się tym samym. - Czyli mam rozumieć, że ty czujesz to samo?
- Tak, dokładnie... - Odpowiedziałam niepewnie. - Chciałam Ci o tym powiedzieć, ale bałam się.
- Czego się bałaś? - Niall zrobił duże oczy. Wyglądał naprawdę śmiesznie. - Chyba nie mnie, co? - Uniósł swe brwi ku górze i palcem wskazujacym dźgną mnie w bok, na co ja momentalnie pisnęłam i uderzyłam go delikatnie w ramie. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z wielkim hukiem, a w nich stanął Zayn.
- Sweet-Boy do Carrot-Man! Znalazłem Hungry-Irishman i jego towarzyszkę! Możemy przerwać poszukiwania! - Zayn stał w korytarzu i krzyczał głośno. Po chwili obok niego zjawił się Louis, który miał na sobie czarne, ciasne rurki i za małą koszulkę, a na jego plecach wisiał wiązany na szyi różowy szlafrok.
- Potwierdzam Sweet-Boy. Dobra robota. - Chłopak przybił piątkę z Mulatem i przybrał pozę superhero.
- Chłopaki, co wy...? - Niall wstał z miejsca i podszedł do drzwi. - Czy to mój...?
- Tak. - Loui uśmiechną się od ucha do ucha. - Szlafrok od Twojej babci.
- Idioto! Idź się przebież, bo wyglądasz jak... Jak prostytutka jakaś. - Niall próbował stłumić śmiech. - A ty, Zayn, idź mu pomóż.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Chłopcy posłusznie udali się do innego pokoju. Blondasek podrapał się po głowie i podszedł do mnie niepewnie.
- Oni tak zawsze? - Zapytałam tłumiąc przy tym swój śmiech.
- Taa... Idioci. Ale i tak ich kocham. - Niall również się śmiał. - To co? Idziemy na dół do reszty? Viktoria pewnie się martwi o Ciebie.
- Albo po prostu nadal śpi... - Wstałam z łóżka i wyszłam na korytarz. Niall zrobił po chwili to samo i kładąc mi rękę na plecach poprowadził w dół po schodach. Film dalaj był wyświetlony, jednak nikt go nie oglądał. Na kanapie siedziała Viki i Harry. Rozmawiali o czymś namiętnie. Gdy usłyszeli nasze kroki od razu spojrzeli w naszym kierunku. Posłałam im ciepły uśmiech i po chwili, razem z Niallem, siedziałam obok nich na kanapie.
- Martwiliśmy się o was. - Zaczął Harold. - Gdzie was tak wcięło?
- Musieliśmy pogadać... - Niall chwycił moją rękę, co od razu zauwarzył Loczek.
- Hej, czy wy... Ten tego? - Chłopak zaczął śmiesznie falować brwiami, za co dostał niezłego kuksańca w bok od Vikii. Nialler spojrzał na mnie pytająco, a ja zawstydzona opuściłam wzrok. Byłam bardzo ciekawa, jak odpowie.
- Czas pokaże. - Uniosłam głowę do góry. Blondasek siedział wyprostowany z wielkim bananem na ustach.
- To w takim razie szczęścia! - Wykrzyknęła Viktoria, która uściskała mnie tak mocno, że poczułam jak tracę oddech. Po chwili zrobiła to samo Niall'owi. Harry poklepał niebieskookiego po plecach i pokiwał głową z uznaniem.
- A gdzie Daddy? - Niall krążył wzrokiem po salonie.
- Pojechał do Danielle. Jakaś ważna sprawa. Nie powiedział nam dokładnie o co chodzi, po prostu wyszedł i zniknął. - Westchnął Harry. - Ostatnio dużo się kłócą.
- Kurde... No nie dobrze. - W tym momencie do pokoju wszedł Louis, który miał na sobie spodnie od piżamy i czarną koszulkę, a w ręku trzymał marchewkę. Zaraz po nim w wejściu pojawił się Zayn. Obaj usiedli w fotelach.
- Chłopaki! Oblewamy! - Loczek wstał z kanapy i podszedł do stolika, na którym były rozstawione kieliszki do szampana.
- Wow, tak szybko? Wiedziałem, że kiedyś w końcu nadejdzie ten moment, ale nie sądziłem, że tak szybko się na to zgodzicie... - Louis wstał z fotela i staną na wysokim krześle. Ukłonił się nisko, przez co prawie stracił równowagę.
- Ehm, Louis? Co ty robisz? - Harold mierzył go wzrokiem nalewając przy tym alkoholu do kieliszków.
- Jak to co? - Chłopak prychnął. - Nie pierdol mi tutaj, tylko składaj pokłony przed nowym królem i władcą łazienki na górze. - Louis wypioł pierś do przodu i dumnie uśmiechał się w stronę zmieszanego Harrego.
- Nie Louis! Ta łazienka nie będzie Twoja! - Zayn wstał z miejsca i zacisnął dłonie w pięści. - Tam jest przecież największe lustro w domu. A kto go najbardziej potrzebuje? JA!
Ciemny blondyn zszedł z krzesła i zaczął zmierzać w kierunku Malika. Niall staną między nimi.
- Chłopaki, spokojnie. Łazienka nie będzie ani Twoja - Horan spojrzał na Zayn'a. - Ani Twoja... - Przeniósł wzrok na Tomlinsona.
- To co ta cała akcja ma znaczyć? Ja myślałem, że w końcu zrozumieliście, że to ja mam przejąć władzę nad łazienką. - Louis zrobił smutną minkę. Wariaty... 
- Marcheweczko, jeszcze o tym nie rozmawialiśmy... - Styles podszedł do przyjaciela podając mu tym samym do ręki kieliszek z szampanem. - Tym razem chodziło nam o coś innego. - Harry po koleji podawał chłopakom napoje, następnie podał go także Viktorii. - Jeszcze tylko takie małe pytanko... - Loczek patrzył na mnie swoimi ślicznymi zielonymi oczkami. - Alkoholu nieletnim nie dajemy, więc... ?
- Harry, nie jestem dzieckiem. - Wstałam z kanapy i wzięłam kieliszek do ręki. - A do osiemnastki niecałe 2 tygodnie.
- Ooo... A którego dokładniej? - Niall spojrzał na mnie z uśmiechem.
- 24 lipiec. - Posłałam mu taki sam szeroki uśmiech.
- Czyli szykuje się imprezka. - Harry pisnął jak mała dziewczynka, po czym wszyscy wybuchli śmiechem. - Szkoda, że Liam'a nie ma z nami... No ale cóż. - Harry podniósł kieliszek do góry. - Wypijmy za szczęście. Szczęście Niall'a i Olivii.
- Aha! A więc o to tutaj chodzi! - Louis wydarł się głośno po czym dodał: - Szczęścia gołąbeczki moje. - Wszyscy wznieśliśmy toast, po czym napiliśmy sie zimnego szampana. Niall obją mnie ramieniem i pocałował w policzko, na co Zayn i Harry wydobyli z siebie ciche "Aww...". Byłam trochę zawstydzona tą całą sytuacją. Po chwili podeszła do mnie moja przyjaciółka i odciągnęła mnie na bok.
- Olivia, tak się cieszę! - Blondynka uściskała mnie po raz kolejny.
- Vikuś, spokojnie. Jeszcze nic nie jest potwierdzone.
- No tak... - Wyplątałam się z jej objęć. - Ale to dopiero początek.
- Tak... To wsyzstko jest takie dziwne. Zobacz... Przyszłyśmy tutaj, żebym mogła pogadać z Niall'em o tym całym artykule na nasz temat. Nie spodziewałam się, że tak to się zakończy. To wszystko może zmienić moje życie... A jak te wszystkie jego fanki będą chciały mi coś zrobić... - Z przerażenia przytknęłam dłonie do ust.
- Ty od razu widzisz w tym same negatywne strony... - Viktoria westchnęła. Już chciała coś dodać, gdy nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
Szybko wyciągnęłam aparat z prawej kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Anie.
- Halo? - Odezwałam się.
- Cześć Olivia. Gdzie jesteś?
- Ehm, a coś się stało? - Zapytałam niepewnie.
- Nie, nic. Tylko... - Anie brzmiała jakoś dziwnie. - Jake ze mną zerwał... - Dziewczyna zaczęła cicho płakać.
- Anie, spokojnie. Chcesz o tym pogadać?
- Jeżeli nie byłoby problemu, to tak... Bardzo... - Zrobiło mi się jej żal. Wiedziałam, że ona i Jake byli świetną parą. Ciekawe czemu to zakończyli? 
- Okej. Za 30 minut u mnie?
- Dobrze.
- Trzymaj się kochana. Do zobaczenia. - Pożegnałam się z przyjaciółką i schowałam komórkę na dawne miejsce. Viktoria wpatrywała się we mnie i po chwili zapytała:
- Kto dzwonił?
- Anie. Musimy jechać do domu. Jake z nią zerwał i potrzebuje wsparcia. - Pociągnęłam Vikii za rękę do salonu.
- Nie! Zostaw to! - Słyszałam jak Niall się wydziera. - To przecież jest marnowanie jedzenia!
- Zamknij się Niall... - To chyba był Zayn.
- Sam się zamknij! Harry, powiedz coś swojej dziewczynie!
- Eh... Louis, odłuż tą szynkę z powrotem na miejsce.
Weszłyśmy do pokoju i nagle wszystkie spojrzenia zostały zawieszone na nas. Spojrzałam pytająco na Louisa, który trzymał owiniętą w jakiś materiał szynkę. WTF? On tylko wzruszył ramionami i wyszedł z pomieszczenia.
- Chłopaki, my musimy już wracać do domu. - Spojrzałam na Niall'a.
- Co? Dlaczego? - Blondasek zmierzał w moją stronę.
- Pewna sprawa... Nie ważne. - Pokręciłam głową. - Naprawdę musimy już iść...
- No szkoda. Fajnie, że wpadłyście. - Zayn wychylił się zza kanapy i pomachał nam na pożegnanie. My zrobiłyśmy dokładnie to samo.
- Pa Louis! - Krzyknęłam gdzieś w głąb mieszkania.
- Czeeeeść! - Usłyszałam z góry. Zaśmiałam się cicho. Harry i Niall zaprowadzili nas do wyjścia.
Przez chwilę staliśmy w ciszy.
- Co jutro robicie? - Zapytał Loczek, który z uśmiechem na twarzy przyglądał się Blondynce.
- W zasadzie to... Nic. Chyba. - Odpowiedziałam.
- Zgadamy się jeszcze. - Wtrącił się Niall. - Odwiozę was. - Blondasek pociągnął mnie za rękę, dając przy tym sygnał by zostawić Stylesa sam na sam z Viktorią. Zaprowadził mnie w stronę auta, który stał kilka metrów dalej. Otworzył przedemną drzwi i pomógł mi wsiąść do środka. Sam następnie zasiadł za kółkiem. Miał już odpalić silnik, jednak coś go powstrzymało.
- I co o tym wszystkim myślisz? - Odezwał się cicho.
- O czym dokładniej? - Spojrzałam na niebieskookiego, który w tym samym momencie spojrzał na mnie. Uśmiechał się.
- Mam u Ciebie jakieś szanse? - Niall połorzył swoją dłoń na moim kolanie i delikatnie zaczął opuszkami palców wybijać na nim jakiś rytm.
- Myślę, że chyba tak. - Uśmiechnęłam się do niego, a on zaśmiał się radośnie. Jego twarz była coraz bliżej mnie. Płonęłam. Chciałam znów poczuć smak jego ust... Już.. Prawie. Jeszcze troszkę... 
- Proszę Cię, przestań! - Usłyszałam głośny śmiech Viki i Harrego, którzy właśnie wpadli do auta. Harold gilgotał dziewczynę, a ona zwijała się ze śmiechu. Niall zawstydzony całą sytuacją wyprostował się i odpalił silnik.
- No dzieci, siadać grzecznie! - W tym czasie Loczek pożegnał się z Viką, dzięki której dostał soczystego buziaka w policzek. Po chwili Niall odpalił silnik i ruszyliśmy w drogę.
Po 20 minutach byliśmy już pod moim mieszkaniem. Przyjaciółka pożegnała się z Niall'em i wyszła z auta. Ja wyszłam od razu po niej. Niebieskooki też. Przeszedł samochód dookoła i stanął obok mnie. Obją mnie delikatnie rękoma w pasie i przysunął do siebie.
- Miło było znów Cię zobaczyć. - Uśmiechnął się do mnie.
- Tak. Ciebie również. - Dodałam. - To do zobaczenia jutro?
- Tak. - Odpowiedział. Dałam mu buziaka w policzek i uwolniłam się z jego objęć. Z jego miny mogłam wywnioskować, że oczekiwał czegoś więcej. Oj nie, kochany... Zaśmiałam się w duchu.
- Dobranoc. - Zawołał za mną. Wsiadł do auta i z piskiem opon odjechał.
Weszłam do mieszkania, gdzie Viki już zdąrzyła zająć łazienkę. Ściągnęłam buty i weszłam do kuchni. Nalałam zimnej coli do szklanki i wzięłam wielkiego łyka. Aaa... Nie mogę już...! I po tych myślach głośno beknęłam.
- Olivia! - Usłyszałam krzyk przyjaciółki. Wybuchnęłam głośnym śmiechem po czym ruszyłam do sypialni. Wyciągnęłam z szuflady ładowarkę i podłączyłam do niej mój telefon, który powoli się rozładowywał. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Anie... Kątem oka spojrzałam na godzinę. Wow, serio? Dochodziła 24:00. Ruszyłam w kierunku drzwi, po czym otworzyłam je.
- Hej, Olivia. Nie obudziłam Cię? - Dziewczyna miała na twarzy smutny uśmiech.
- Nie coś ty... - Wpuściłam ją do środka po czym zaprowadziłam do salonu. Blondynka usiadła na kanapie, po czym ja zrobiłam to samo.
- Więc... Co się wydarzyło? - Zapytałam. Anie głośno westchnęła.
- Powiedział mi, że kogoś ma. - Do jej oczu zaczęly napływać łzy. Zrobiło mi się jej szkoda. - Nie rozumiem... Wcześniej zapewniał mnie o swojej miłości do mnie, i że nigdy mnie nie zostawi dla innej. A teraz?
- Eh... Nie był Ciebie wart. Serio. - Połorzyłam dłoń na ramieniu dziewczyny. - Nie zamartwiaj się nim tak. To zwykły palant.
- Tak. Masz rację. Ale to nie jest wcale tak łatwo zapomnieć o kimś, kogo się ciągle kocha... - Po policzku Anie popłynęła samotna łza. Przytuliłam dziewczynę do siebie. Przez parę minut siedziałyśmy w ciszy. Czasami to i lepiej... - Okej. Nie gadajmy już o tym. - Dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie. - Lepiej powiedz jak Ci miną dzień...
- Wiesz, może mi nie uwieżysz, ale... - I zaczęłam opowiadać jej o chłopcach z One Direction. Anie nie mogła w to wszystko uwieżyć. Z tego co wywnioskowałam jest wielką fanką tego zespołu. Zaproponowałam więc jej spotkanie z chłopakami. Anie od razu poprawł się chumor. Po około 30 minutach do salonu wleciała Viki, która miała na sobie tylko bieliznę.
- Olivia, widziałaś gdzieś czerwony lakier do paz... - Gdzy dziewczyna spojrzała na Anie zawstydziła się nieco. - Przepraszam, ja lepiej pójdę się ubrać... - Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Po 5 minutach Viktoria wróciła. Tym razem już ubrana. Co z tego, że w piżamie... Ważne, że nie paradowała w samej bieliźnie. Przedstawiłam sobie dziewczyny po czym zostawiłam je same na pare minut. Chciałam wziąść prysznic i ogólnie odświeżyć się po całym dniu. Zajęło mi to jakieś pół godzinki. Gdy wyszłam z toalety Anie już nie było. Po kolejnych minutach razem z Viki położyłyśmy się do łóżka.
- Harry dał mi swój numer! - Viki pisnęła mi do ucha.
- Ała! Głośniej nie idzie? - Odsunęłam się od przyjaciółki. - Cieszę się bardzo.
- Ja też. - Dziewczyna uśmiechała się od ucha do ucha. - Ale ja się bardziej cieszę, że ty i Niall... No wiesz... - Viki zafalowała brwiami.
- Właśnie... Zapytał się mnie czy ma u mnie jakieś szanse. - Dziewczyna znów pisnęła, tym razem ciszej.
- I co odpowiedziałaś?
- Że tak... - Posłałam przyjaciółce szczery uśmiech po czym obie zaczęłyśmy piszczeć. Na razie byłam szczęśliwa. Wiedziałam też, że nie zawsze tak będzie. W końcu wakacje kończą się za półtora miesiąca.... A w tym czasie może się dużo wydarzyć. A później? Będziemy musiały wrócić do Polski. Do szarej rzeczywistości... Nie wyobrażam sobie tego. Bez Niall'a nic nie będzie tak samo. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że Niall zmienił całe moje życie. Odgoniłam szybko od siebie te złe myśli i po kilku minutach zasnęlam. Viki zrobiła to samo...